gdzieś na pustkowiu

W poprzednim poście wspominałam o innej, bocznej drodze przy granicy słoweńsko chorwackiej, którą wybraliśmy i nią pojechaliśmy. Niemal równo ze wschodzącym słońcem wjechaliśmy w pasmo górskich dróżek. Powiem Wam, że to był świetny wybór, pomimo tego, że nasze auto ledwo mieściło się w tych ostrych zakrętach idących pod górę i w dół! Te wioski, łąki, lasy i zamglone góry tworzyły tak cudowne krajobrazy o świcie, że nie mogliśmy oderwać wzroku. Żałuję, że nie miałam czasu na zrobienie lepszych zdjęć, ale wtedy ważniejsze było to, że te widoki naprawdę poprawiły nam nastroje  🙂

57 thoughts on “gdzieś na pustkowiu

  1. Bardzo dobrze Cię rozumiem, bo niedawno również wróciłam z samochodowej międzykrajowej wyprawy.Droga była tłoczna, a przez to ciężka i nużąca. Ale nic się nie bój. Na miejscu przywita Cię tyle wakacyjnego ciepła, odpoczynku i relaksu, że szybko zapomnisz o trudach podróży! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.