asian lunch

Nasze dzisiejsze danie trudno nazwać obiadem, ale jedno jest pewne-rzadko się takie coś u nas jada i w sumie pierwszy raz pokusiliśmy się, aby coś takiego zrobić! 🙂
Zrobiliśmy danie z przepisu, który znajdował się na opakowaniu papieru ryżowego (który był głównym składnikiem trzymającym wszystko inne w kupie^^). Podążając, że przepisem dodaliśmy gotowane krewetki i makaron ryżowy. Oczywiście nie mieliśmy wszystkich składników, ale postanowiliśmy improwizować i dodaliśmy do tego grzyby mun i liście roszponki! Kiedy skończył się papier ryżowy, okazało się, że reszty składników było znacznie więcej, także, żeby się nie zmarnowały po prostu swobodnie leżały obok głównego dania. Kto chciał-to jadł!:)

Może nasze danie nie wyglądało idealnie, ale smakowało całkiem dobrze! 

64 thoughts on “asian lunch

  1. wszystko z tego dania uwielbiam (może oprócz krewetek których jakoś nie próbowałam…) więc pewnie zjadła bym je ze smakiem :d

  2. wygląda super, ale jak dla mnie za 'suche', nie umiałabym jeść samego makaronu z np. grzybami czy krewetkami.. brakuje mi tam jakiegoś sosu, czegoś ciekłego 😀 ale jak Tobie smakują takie rzeczy:) a Dawidowi i rodzince smakowało?:)

  3. A ja nie na temat się wypowiem. Zaglądam regularnie na twojego bloga, ale to co robisz, czasem mnie bawi, ale wtedy po przeczytaniu opuszczam bloga i nie zostawiam ŻADNEGO komentarza. Jednak kiedy tylko dodajesz filmik jestem cała w skowronkach (haha, tak, dokładnie, tak! :D) Uwielbiam to jak mówisz, wydajesz się być taka sympatyczna! I chyba to trzyma mnie na twoim blogu! 🙂

    Miłej nocy!

  4. Przeglądałam Twe stare notki sprzed dwóch, trzech lat… I szczerze mi szkoda, że się tak zmieniłaś. Wtedy byłaś szczera, prawdziwa, miałaś problemy, jak każdy, narzekałaś, nie wszystko Ci pasowało, ale jednocześnie nie zadręczałaś innych problemami, byłaś żywa, ludzka, normalna dziewczyna z krwi i kości, martwiąca się, denerwująca, przejęta, zadowolona, zakochana. Tutaj na każdej chwili widzę szczęście, optymizm stojący na granicach rozsądku, niezliczoną liczbę uśmiechów, jak Demi Lovato, która wylądowała na oddziale zamkniętym. Klimat pisma normalnie jak z gazet dla nastolatek, byleby zadowolić innych. Po tym, jakich ludzi spotkałam, wiem, że pod energią i tysiącem uśmiechów może kryć się depresja, (nic nie sugeruję) więc… Kim naprawdę jesteś? xP Starasz się wtopić w tło, a ja wiem, że każdy się czymś wyróżnia. Zazdroszczę tym, którzy widują Cię na co dzień. Intrygujesz mnie. *-* Uzależniłam się od tego bloga, bo nigdy nie będę mogła Cię poznać od tej prawdziwej strony, a wiem, że tę stronę w sobie masz. Jesteś za mądra, zbyt doświadczona w kontaktach między ludźmi, by zdradzić cokolwiek. Nie mogę przestać tu wchodzić, no…
    Pozdrawiam, przejrzę więcej starych notek i… Matko różowa, jak zrobić, by wyświetlało się co innego niż "starsze posty", "strona główna" pod notkami? Plus menu nad notkami? Booooże, jaki wstyyyyyd, zasłużona trója z gimnazjum mówi sama za siebie, XD. Inna to rzecz, że jestem początkująca na blogspocie, XD.

    1. Trochę dziwne wnioski wyciągnęłaś;p Ja się nie zmieniłam, ja po prostu z tamtego wyrosłam;) No i też ilość czytelników na to wpłynęła. (szczególnie tych z mojego miasta) więc wolałam ograniczyć przelewanie tu swoich uczuć, problemów itd. Wtedy nie sądziłam, że tyle osób pozna mojego bloga:) Uwierz mi, z tego co słyszę od wielu bliskich mi osób jedynie jak mogłam się zmienić to w tę drugą, lepszą stronę (nie słodzę tu sobie^^). Wiele wydarzeń miało na to wpływ. I mimo moich różnych upodobań (dla niektórych ''dziecinnych''), to wiem co chcę od życia, na czym stoję, a przede wszystkim nadal jestem sobą:) Nie wszystkim się to musi podobać, nie każdy mnie musi lubić, ale osoby, które znają mnie na wylot (jest ich naprawdę niewiele) wiedzą jaka jestem, i wiedzą, że mój blog to ta najbardziej 'udostępniona' część mnie dla reszty świata:)

    2. Jasne, że się zmieniłaś. Teraz mi bardziej pasujesz pod pewnym względem, wtedy nie odważyłabym się Ci tego powiedzieć. Tsa, po co mieszać jedną piętnastą miasta we własne problemy? Niby racja.
      Rozumiem, po prostu dostosowałaś się do społeczeństwa, bo nie byłoby za ciekawie.
      Dziecinne upodobania, to znaczy anime, manga, azjatyckie dziwactwa i odskocznie od polskiej normy?
      Jeśli chodzi o samo zachowanie, to nie do końca chce mi się wierzyć, że w człowieku może być tyle optymizmu… Zwłaszcza, że my, Polacy, najhuczniej obchodzimy smutne święta.
      Jeszcze ten rok i następny… Sądzisz, że będzie czas na bloga na studiach? *-*

  5. Brzmi bardzo ciekawie i równie ciekawie wygląda. Z pewnością było smaczne. Aczkolwiek niezbyt lubię takie 'wynalazki'.
    Miło,że czasem mama instynktownie wie gdzie coś leży,gdy my kompletnie nie możemy tej rzeczy znaleźć 🙂

  6. wygląda apetycznie i egzotycznie, ale nienawidzę krewetek więc pewnie bym tego nie zjadła 🙁 pozdrawiam i zapraszam do siebie

  7. Danie wygląda jak z jakiejś restauracji.
    Moja mama nie lubi takiej kuchni, ale jak bym zrobiła to co lubi to by na pewno była szczęśliwa. 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.