wiosna pełna kwiatów

Witajcie!
Jaką piękną mamy wiosnę! Można napisać, że po części to nawet lato! Z dnia na dzień natura przebudziła się do życia, pojawiły się pączki i bum, zrobił się prawdziwy wysyp kwiatów, na drzewach, krzakach, w trawie. W końcu wszędzie się zazieleniło. To zdecydowanie wprawia w cudowny nastrój, a jeszcze jak się spojrzy za okno i widzi się tyle kolorów na kwitnących roślinach to, aż oczy się świecą! Nie wiem jak Wy, ale ja kocham tę porę.


Wiosna to wspaniały czas, zwłaszcza gdy wygląda tak jak w tym roku. Mogłabym cały czas przebywać na zewnątrz, spacerując, fotografując, podziwiając naturę, która tak kojąco i inspirująco na mnie działa. Ta wiosna pełna kwiatów sprawiła, że naładowałam się sporą dawką pozytywnej energii, której tak bardzo mi było trzeba. Ostatnio przechodzę przez dość trudny dla mnie okres niepowodzeń w różnych dziedzinach życia, ale przez to, że dzieje się to podczas tej kolorowej i słonecznej wiosny, to te problemy poniekąd zeszły na znacznie dalszy plan. Cieszę się, że mogę zawiesić oko na kwitnących roślinach, bo dzięki temu zapominam o tym co złe i myślę tylko o tym co dobre! Dlaczego taka wiosna nie może trwać przez cały rok? Nie miałabym nic przeciwko!


Na pewno nie zdziwię Was tym, że w następnych postach będzie mnóstwo kwiecistych zdjęć, kocham ten czas, gdy wszystko kwitnie, zresztą nie od dziś wiadomo, że uwielbiam kwiaty, także uprzedzam będzie kolorowo!

A Czy Was tegoroczna wiosna również wprowadza w taki dobry nastrój? 🙂

Początek Roku, Postanowienia i Bullet Book

Witajcie w Nowym Roku!
Jak to zwykle bywa po świątecznych przerwach, człowiekowi ciężko wrócić do normalnej codzienności, pełnej obowiązków i pracy, czasem nawet i do hobbystycznych zajęć nie można się zebrać. To poświąteczne rozleniwienie dopadło i mnie. Teraz próbuję z tym walczyć i od nowego roku po trochu wracam do mojej rutyny, którą zdecydowanie muszę nieco zmienić, a właściwie poprawić. Jeśli tak mogę to ująć.

Nie będę pisać, że nowy rok to nowa ja, że czekają mnie wielkie zmiany i mnóstwo planów. Nie, totalnie z tego zrezygnowałam już dawno temu. Wolę robić wszystko stopniowo, nie na hura, bo w moim przypadku takie coś zazwyczaj kończy się niewypałem. Jednak mam kilka postanowień, które są na tyle przyziemne i potrzebne w moim życiu, że na pewno je zrealizuję w tym, nowym roku.

 

Moim najważniejszym postanowieniem jest to, aby w końcu się lepiej zorganizować. Kompletnie nie idzie mi zarządzanie własnym czasem. Albo za szybko mi ucieka jak już wpadnę w wir zajęć, albo odkładam rzeczy do zrobienia, zajmując się czymś innym do tego stopnia, że czas mi po prostu przepada, a obowiązki się przez to tylko mnożą. Zawsze byłam niezorganizowana, to było moją wadą, której nie potrafiłam w sobie zmienić. Odkąd założyłam własny biznes i doszły mi obowiązki z nim związane to niezorganizowanie w niektórych kwestiach się jeszcze pogłębiło. Bo zamiast dobrze zaplanować zajęcia na dane dni to ja jednocześnie prowadziłam sklep, porządkowałam pokój i robiłam zdjęcia na bloga, bez organizacji, w chaosie.  Zresztą już kiedyś o tym wspomniałam. Ogólnie moja organizacja czasu i tak już się nieco poprawiła, ale to i tak za mało.

Dlatego byłam bardzo zadowolona, że na święta dostałam swego rodzaju kalendarz/planner, który ma za zadanie pomóc mi w lepszej organizacji czasu. Sama okładka wygląda tak zachęcająco, że aż chce się w nim od razu coś zapisać! Mój nowy planner nosi nazwę ”Bullet Book-bądź pięknie zorganizowana”. Jak to fajnie brzmi 🙂


Bullet Book to planner idealny dla kreatywnych osób, które nie lubią sztywnych ramek z konkretnymi datami. Tutaj znajdziemy miejsce na zapiski pomysłów, planów, zadań na dany dzień lub tydzień, fajne cytaty, rysunki. Każda strona jest bardzo fajnie zrobiona, co dodatkowo pobudza wyobraźnię. Nic tylko brać kolorowe cienkopisy i od razu planować tydzień po tygodniu!



Na koniec chciałam jeszcze napisać o kolejnym postanowieniu. Otóż, postanowiłam, że znów będę regularnie blogować i może nawet nagrywać różne vlogi, ale bez presji czasu. Kiedy będę mogła, kiedy będę mieć wenę, zdjęcia lub video, wtedy będę się tutaj pojawiać. Chcę, aby mój blog znów był miejscem, które pozwoli mi jakoś urozmaicić i umilić tą moją, a także Waszą rutynę 🙂

A jak Wasze początki nowego roku? Macie jakieś postanowienia?

nadal lubię Pottera

Jakiś czas temu dostałam książkę, której byłam niezwykle ciekawa odkąd tylko pojawiła się na sklepowych półkach. Aż żałuję, że wcześniej nie zmotywowałam się do jej czytania! Po tytule wpisu nie trudno domyślić się o jaką książkę może chodzić 🙂

Kiedy w moje ręce trafiła książka ”Harry Potter i Przeklęte Dziecko” zaświeciły mi się oczy, ale i poczułam, że mogę się rozczarować, że sympatia, którą darzyłam wszystkie znane mi wcześniej tomy mogłaby ulec zachwianiu. Harry Potter towarzyszył mi od podstawówki, więc już od wczesnych lat, w miarę na bieżąco czytałam coraz to nowsze części i każda bardzo mi się podobała. O tej wiedziałam, że będzie się różnić, że będzie inaczej napisana, że będzie to coś nowego. Po latach przerwy wróciłam do czytania. Na początku porzuciłam książkę po kilku stronach, nawet nie wiem dlaczego, ale później wróciłam do niej i w miarę możliwości czasowych pochłaniałam stronę po stronie, uśmiechając się przy tym.

Mimo, że główni bohaterowie są już inni, Harry z Ronem i Hermioną zeszli trochę na dalszy plan to mogę śmiało stwierdzić, że nadal lubię Pottera, tak jak i jego syna. Książka w formie scenariusza? Dla mnie fajna sprawa, szybko i tak lekko się czyta ten tekst. Przygoda ze zmieniaczem czasu, ciekawa swoją drogą, trzymała w napięciu i bawiła momentami. Jak skończyłam czytać to poczułam niedosyt. Doszłam do wniosku, że brakuje mi ”dziejów” Pottera w tym nieco doroślejszym życiu. Ta książka była moim małym powrotem do dzieciństwa i śmiało mogę napisać, że tak jak inne, ta również mi się podobała 🙂

Jest tu ktoś kto tak jak ja lubi Pottera?
Czytaliście te książkę? 🙂

mikołajkowe upominki

Hej!
Dziś mamy Mikołajki, a więc to idealna okazja, żeby na blogu pojawił się już nieco bardziej świąteczny wpis! Nie wiem jak u Was, ale u mnie i moich najbliższych Mikołajkowe prezenty są raczej symboliczne. Małe drobiazgi, które po prostu sprawią przyjemność i wywołają uśmiech na twarzy 🙂

W tym roku po prezenty wybrałam się do.. Kauflanda. Jako, że ten supermarket znajduje się tuż przy moim sklepie, a czasu miałam niewiele to weszłam właśnie tam. Oferta świątecznych rzeczy jest ogromna, nie wspomnę też o innych produktach. Ale przejdźmy do drobiazgów jakie kupiłam najbliższym 🙂

Dla mojej mamy wybrałam świąteczną świecę, czerwoną o zapachu Spicy Apple (pikantne jabłko). Niech Was nie zmyli nazwa tego zapachu, w rzeczywistości jest obłędny i świecę czuć z daleka! Kosztowała 12,99zł. Myślę, że jest idealna również na prezent świąteczny!

A to prezent dla moich mężczyzn, mianowicie dla mojego taty i narzeczonego. Jako, że obaj preferują whisky, która jak wiecie lub nie, w butelkowanej postaci bywa droga, pomyślałam, że fajnym pomysłem będzie sprawienie im whisky w zupełnie innej postaci! Otóż znalazłam ciekawie prezentującą się puszkę Jack’a Daniel’sa, której zawartością jest whisky z colą. Do obu prezentów dorzuciłam również coś słodkiego na przegryzkę 😉


Prezenty mikołajkowe okazały się trafione, wszystkim się podobały! Cieszę się, że sprawiłam bliskim radość 🙂

A Wy jakie prezenty podarowaliście bliskim na Mikołajki? 🙂

PS. Sama sobie też zrobiłam prezent.. niestety pechowy. Niechcący,  na koniec dnia zepsułam laptopa. Do tego stopnia, że matryca do niczego się nie nadaje. Także narobiłam sobie i kłopotu i wydatku. Moje tegoroczne Mikołajki minęły pozytywnie, lecz wieczorem mój wspaniały humor legł w gruzach. Mam nadzieję, że chociaż Wam cały dzień minął świetnie!

przyjemne z pożytecznym, czyli jesienna równowaga

Witajcie!
W tym tygodniu mam nieco mniej pracy niż przewidywałam, co zdecydowanie mnie cieszy, bo mogę odetchnąć przed gorączką jaka zacznie się w grudniu i zająć się lżejszymi sprawami, które od tygodni przekładałam. Dziś wróciłam do domu o dwie godziny wcześniej niż zazwyczaj, więc mogłam usiąść z gazetą, laptopem i na spokojnie zacząć przeglądać strony ze zdjęciami i pomysłami, które posłużą mi jako inspiracje. To zawsze ułatwia mi pracę przy moim sklepie. Do tego popołudniowa kawa, trochę świec i jest idealnie!

W takich krótkich, małych chwilach, czuję, że łapię jesienną równowagę. Po części zajmuję się pracą, przeglądając ciekawe zdjęcia, w międzyczasie przerabiając swoje, do tego popijam kawę Inkę wzbogaconą o magnez, którego niedobór ostatnio mocno odczuwałam. O tak, przyjemne z pożytecznym, to ja lubię 🙂


Kawa to nieodłączny element mojego codziennego życia. Lubię jej smak i aromat, lubię próbować różnych kaw, tych z kofeiną jak i bez, to takie moje małe uzależnienie! Rano popijam mocną, zwykłą kawę, a popołudniem lekką Inkę Magne. Odkryłam też, że to jedyna kawa, którą bez wahania mogę pić w połączeniu z mlekiem. Ale mimo to pozostaję wierna czarnej barwie 🙂


Późne popołudnie spędziłam dość przyjemnie, a teraz wracam do domowych obowiązków, ale mam tyle energii, że bez problemu się z nimi dziś uporam! Dawno nie miałam takiego dobrego samopoczucia jesienią!

A Wy załapaliście jesienną równowagę? 🙂

#przyjemnezpozytecznym #kawainka

 

Czas na jesień! / Jak spędzam jesienne dni?

W ostatnich dniach deszcz padał niemal cały czas. Weekend niemal w całości spędziłam w czterech ścianach, oprócz wyjścia do lasu na grzyby, oczywiście w międzyczasie, kiedy to na chwilę przestało padać. Koniec lata i zarazem początek jesieni nie były dla nas łaskawe jeśli chodzi o pogodę. Ale nie ma co narzekać, wciąż mam nadzieję, że się wypogodzi i tegoroczna jesień będzię kolorowa i pełna przyjemnych dni!

Jesień jest tą porą roku, którą raz darzę sympatią, a raz nie. Jak będzie w tym roku to się okaże! Ogólnie wydawało mi się, że jestem totalnie nieprzygotowana na nadejście jesieni, a jednak okazuje się, że już oswoiłam się z myślą, że teraz dni będą stawać się coraz krótsze i na zewnątrz będzie robić się coraz chłodniej. Niektóre swetry już od połowy lata leżały w pogotowiu, więc przyzwyczaiłam się do ich widoku. Najbardziej boli mnie fakt, że lato przeleciało mi tak szybko, że nie zdążyłam nacieszyć się letnimi sukienkami, spacerami w słońcu, krótkimi wypadami. Latem, w te cieplejsze dni lubię wszelkiego rodzaju wyjazdy, a gdy nadchodzą te chłodniejsze staję się prawdziwą domatorką, więc jesienią raczej większość czasu spędzę w domu. Po prostu wolę unikać chłodu. Oh, zawsze czułam, że mieszkam w złej strefie klimatycznej, ale jakoś przetrwać i przystosować się muszę.

Jak zazwyczaj spędzam jesienne dni?

Z bliskimi! Tak jak wyżej wspomniałam, większość jesiennych, zwłaszcza tych deszczowych i zimnych spędzam w domu, swoim lub mojego faceta. Kolejny rok mieszkamy osobno, więc po pracy miło jest spędzić razem czas. Obejrzeć jakiś film lub coś wspólnie ugotować. Kiedy zostaję w domu, przesiaduję z rodzicami lub siostrą. Zdarza się, że odwiedzają mnie znajome na szybką kawę o ile nie pracujemy 🙂

W domu. Zdecydowanie jesienią uwielbiam przebywać w domu. Choć nie gardzę jakimiś małymi wypadami czy wyjściem do restauracji, ale spędzanie wieczoru w domu jakoś bardziej mnie cieszy. Jak tylko wracam z pracy, zajmuję się swoimi sprawami, owijając się kocem i podjadając coś słodkiego. Swoją drogą, przebywając w domu w końcu mogę poświęcić czas na swoje pasje…

Zajmuję się swoimi hobby! No właśnie, kiedy sezon grillowania co drugi wieczór się kończy, teraz w tym czasie mogę napisać dłuższy post na bloga, przerobić jakieś ubranie czy przygotować zdjęcia do albumu scrapbooking’owego. W jesienne dni staram się wygospodarować więcej czasu na moje hobby!

Jako, że jestem zmarźluchem to jesień jest porą, kiedy robię też porządki w mojej szafie, wyciągam na wierzch najcieplejsze ubrania, a te które przeleżały całe lato i ich wcale nie nosiłam, odkładam do sprzedania lub wydania. Jesienią najczęściej noszę swetry z golfem i jeansowe spodnie, bo pasują do większości moich botków, więc właśnie takie ubrania zazwyczaj wybieram. Mam kilka swoich ulubionych swetrów idealnych na jesień, ale to ten kremowy z golfem ze zdjęć jest moim numerem jeden! Jest naprawdę ciepły i miły w dotyku! Dodam jeszcze, że jest to jeden z moich lumpeksowych zakupów. O moich ulubionych ubraniach na jesień pisałam tutaj.

sweter-Secondhand | spodnie-C&A

Siedzenie w domu w te jesienne dni ma swoje zalety. Więcej czasu spędzamy z bliskimi, czytamy książki, oglądamy telewizję, filmy. Po pracy można na spokojnie posiedzieć w grubym swetrze z kubkiem herbaty lub kawy w ręku i poprzeglądać strony www lub coś obejrzeć online. Latem częściej odstawiamy laptopy, a jesienią jakoś chętniej po nie sięgamy i zaglądamy do sieci. Osobiście lubię buszować po Internecie wieczorami, więc teraz nadszedł idealny czas na nadrabianie zaległości na ulubionych stronach.


Teraz chciałam zostawić kilka linków do stron, które odwiedzam w wolnej chwili, żeby coś pooglądać lub poczytać:

1. Pinterest.com – Jak łatwo umilić sobie chwilę i nacieszyć oko dawką mnóstwa inspiracji, pięknych zdjęć, ciekawych pomysłów. Stylizacje, przeróbki DIY, wystrój wnętrz.. po prostu czego dusza zapragnie!

2. Iitv.pl – Strona z serialami, głównie amerykańskimi. Już mam kilka pozycji, które chętnie obejrzę w tym roku. Niedawno skończyłam oglądać ”Grę o tron”, a swego czasu oglądałam ”Dr House”, ”Lucyfer”, ”Teoria wielkiego podrywu”. Wszystkie z nich bardzo mi się podobały, ale moim ulubionym jest ”Gra o tron”!

3. Viki.com – A tu z kolei oglądam seriale azjatyckie, zazwyczaj koreańskie. Czasem trafię na jakiś film, ale zwykle wybieram serial, bo dramy po 20-ścia odcinków, fajniej mi się ogląda. O nich napiszę w osobnym poście, jeśli będziecie chcieli poznać jakieś tytuły 🙂

4. Designswan.com – Tutaj znajdziemy mnóstwo ciekawostek ze świata, nowinki o gadżetach czy interesujących projektach. Od wielu lat lubię zaglądać na tę stronkę. Dużo ciekawych rzeczy można się z niej dowiedzieć!

5. Bloglovin.com i ddob.com – Portale zrzeszające blogerów, możemy tam znaleźć dziesiątki fajnych blogów, postów itd. Pierwsza strona jest międzynarodowa, a druga polska, na obie zaglądam co kilka dni, aby poczytać posty innych blogerów. Możecie tam zarejestrować się jako bloger lub obserwator.

A jak Wy spędzacie jesienne dni? Co robicie? Co oglądacie?
Koniecznie dajcie znać! 🙂

wymarzone zaręczyny

I czas na kolejny rocznicowy (właściwie miesięcznicowy) wpis. Tym razem dotyczy moich zaręczyn! Jak wiecie, początkowo to nieco ukrywaliśmy, później niepewnie ogłosiliśmy szerszej publiczności, a dopiero teraz chciałabym o tym napisać odrobinę więcej na blogu. Kiedyś zapewne zrobiłabym to od razu, bo traktowałam posty na blogu jak strony w pamiętniku, każdy musiał być pod konkretną datą, ale z czasem od tego odeszłam i może wyszło mi to na dobre, bo zaręczyny świętowaliśmy we dwoje w najpiękniejszym miejscu jakie mogłam sobie wyobrazić, więc nie pozostawało mi nic innego jak żyć i cieszyć się tamtą chwilą, w świecie realnym, a nie internetowym. Minęło już trochę czasu, wszystkie emocje opadły, dawno wróciliśmy do codzienności, dlatego chciałam sobie umilić dzisiejszy wieczór i powrócić wspomieniami do momentu zaręczyn 🙂

W połowie naszego pobytu we Włoszech, dokładniej 14.06 Dawid zabrał mnie na kolację do restauracji, którą dzień wcześniej widzieliśmy podczas spaceru po Ravello. Wiedziałam, że to jedna z najlepszych restauracji w tamtym regionie i od razu nabrałam podejrzeń, że to wyjście być może zwiastuje jakąś szczególną okazję. Gdy weszliśmy na teren restauracji od razu się zakochałam, to miejsce było niesamowite. Restauracja znajdowała się na tarasie widokowym, na który wchodziło się po schodach, gdzie na co drugim z nich stały donice z hortensjami i lampiony ze świecami. Jak się okazało, taras widokowy to ogród, w którym znajdują się stoliki z krzesłami ustawionymi na wprost widoku. Byliśmy tam w momencie, gdy słońce już zachodziło. Niebo było różowo-pomarańczowe, pastelowe, a morze uśpione. Słychać było muzykę graną na żywo z hotelu. Było cudownie.


Dawid nie musiał już nic szczególnego wymyślać, bo samo to miejsce było magiczne. Zjedliśmy pięknie podane, pyszne jedzenie i deser, z gratisem w postaci panny cotty od szefa kuchnii. Kiedy pomyślałam, że będziemy wstawać do wyjścia, nagle przed moimi oczami pojawiło się malutkie pudełko, w takim samym kolorze jak sos truskawkowy na moim talerzu! I stało się, mój facet spytał mnie czy za niego wyjdę. W tamtej chwili poczułam się szczęśliwa, wzruszona, zawstydzona, rozbawiona i zestresowana. Wszystko na raz, nie umiem nawet tego opisać. Nawet nie pamiętam jakie słowa z siebie wydobyłam, ale odpowiedź brzmiała ”TAK”!


I tak od tamtego momentu na moim palcu jest pierścionek. Nie dość, że od faceta, którego kocham to jeszcze z miejsca, które teraz jest dla mnie najcudowniejsze na świecie. Bez wątpienia odwiedzimy Ravello jeszcze nie jeden raz. To romantyczne, piękne i sentymentalne dla nas miejsce. Swoją drogą zawsze zastanawiałam się jakby mogły wyglądać moje zaręczyny, marzyłam o delikatnym pierścionku, oświadczynach za granicą, w jakimś pięknym i romantycznym miejscu. Mogę powiedzieć, że było niemal tak jak w moich marzeniach. Cieszę się, że spotkało mnie takie szczęście! Choć raz poczułam się jak w bajce.. a wszystko dzięki niemu <3


Jak wyglądałyby Wasze wymarzone zaręczyny?
A może któraś z Was już jest po takich? Opowiadajcie! 🙂

dwa lata sklepu Inspired

Dziewiątego września sklep Inspired obchodził swoje drugie urodziny! To już dwa lata jak podjęłam decyzję o własnym biznesie i póki co nie zamierzam z tego zrezygnować! Uwielbiam tę robotę, choć bywają upadki to jednak tych wzlotów jest więcej i to one napędzają mnie i sklep. W ubiegłym roku, w rocznicę powstania sklepu opublikowałam post z video, o tym jak wygląda praca przy takim sklepie (wtedy jeszcze samym sklepie online). Dziś będzie tylko informacyjnie, gdyż naprawdę nie miałam czasu na przygotowanie czegoś ciekawego. A wszystko przez przeprowadzkę sklepu stacjonarnego z jednego miejsca do innego. Teraz nieco o tym napiszę 🙂


Jak wiecie ponad rok po założeniu sklepu, przestałam mieścić się z ciuchami w moim pokoju i postanowiłam otworzyć sklep stacjonarny. Z racji małego wyboru w lokalach wybrałam taki, który tylko częściowo spełniał moje oczekiwania, które jak się później okazało nie przełożyły się na poprawę warunków pracy. Lokal, w którym jasna i przestronna część sprzedażowa, blisko ruchliwej ulicy, okazał się nietrafiony. Można powiedzieć, że cena najmu nie była adekwatna do warunków. Oprócz w miare ładnej części dla Klientów zależało mi na dużym i jasnym zapleczu, gdzie będę mogła przygotowywać zamówienia ze sklepu online, a także robić zdjęcia. W poprzednim lokalu tego nie było. Jedynie sztuczne światło i ściany bez okien. Do tego piec, w którym same musiałyśmy palić i z którego ciepło niestety w lokalu niezbyt się trzymało. Po niespełna roku czasu usłyszałam o podwyżce czynszu.

Stwierdziłam, że nie będę negocjować, bo i tak wcześniejsza cena nie była dla mnie odpowiednia. Musiałam złożyć wypowiedzenie. W tym samym czasie szukając na już nowego miejsca, żeby nie krążyć z setkami toreb ciuchów i meblami sklepowymi z kąta w kąt. Udało się. Znalazłam lokal niemal od razu. Mniejszy, mniej przestronny, trochę dalej od ruchliwej ulicy i niespełna 300 metrów od poprzedniego lokalu, za to z dużym i jasnym zapleczem (mam trzy okna!). W dodatku za mniejsze pieniądze. I tak w ubiegłym tygodniu udało nam się w kilka osób, razem z pomocą mojej Kasi, mojego narzeczonego i jego brata, moich rodziców i sąsiada przenieść cały sklep w jakieś trzy dni! Za co bardzo im dziękuję! Kolejne dni to segregowanie ubrań i to też już skończone.

Po niemal roku sprzedaży stacjonarnej stwierdziłam, że sklep online jednak jest dla mnie priorytetem, a sprzedaż w mieście jest przy okazji i dlatego wybrałam lokal, w którym to właśnie zaplecze spełnia moje wymagania. W końcu mogę zacząć naprawiać i przerabiać ubrania na miejscu, robić więcej zdjęć bez gapiów z ulicy, na spokojnie wystawiać ubrania do sklepu online w godzinach otwarcia sklepu, a nie wieczorami w domu. Zaczynam normalnie funkcjonować. A moje zaplecze to moje biuro, to na którym najbardziej mi zależało. Mam nadzieję, że teraz wreszcie uda mi się rozbudować sklep internetowy w taki sposób, w jaki od początku planowałam!

Na koniec chciałam podać Wam kod rabatowy -20% na zakupy w sklepie Inspired, hasło to ”bday” , będzie ważne do 15.09! Jeśli ktoś go użyje dodatkowo dostanie mały urodzinowy upominek do zamówienia! Wiem, że niektóre z Was to stałe Klientki sklepu i tutaj również i Wam chcę podziękować za zakupy! Dla Was wybieramy ubrania! 🙂

Cieszę się, że moja praca to moja pasja i nawet jeśli będę mieć chwile zwątpienia to nie zamierzam się poddawać!

własny biznes, oczekiwania i rzeczywistość

Witam!
Ten miesiąc okazuje się dla mnie bardziej problematyczny niż przypuszczałam. Przeciwności, przeciwnościami, ale i legające w gruzach plany, których nie mogłam realizować na skutek innych, wciąż wypadających niespodziewanych spraw związanych na przykład z moim sklepem.  No właśnie, nie zawsze z własnym biznesem bywa kolorowo i o tym dziś chciałam napisać.

Wiem, że wiele z Was ciekawi to jak to jest prowadzić własny biznes. Szczerze mówiąc na dzień dzisiejszy jeszcze nie potrafię napisać o wszystkich wadach i zaletach, czy też o praktycznych poradach. Ciągle się tego uczę. Zazwyczaj pisałam tylko o tym jak dużo trzeba poświęcać czasu, ile jest przy tym obowiązków i jak mniej więcej wygląda prowadzenie własnego sklepu. Teraz zdecydowałam się napisać o innych kwestiach, które są równie istotne i jeśli planujecie własny biznes to po przeczytaniu tego wpisu być może zastanowicie się nad tym kilka razy więcej. Ja jako osoba zakładająca sobie, że ”nie ma rzeczy niemożliwych” podjęłam się wyzwania jakim jest własna działalność. A wierzcie jest to spore wyzwanie, zwłaszcza dla osób młodych.

Oczekiwania i Rzeczywistość

Prowadzenie własnego interesu to nie tylko siedzenie przy biurku, picie kawy (choć ja tą sobie serwuję prawie każdego dnia) i patrzenie jak pieniądze zarabiają się same. Zobserwowałam, że niektórzy młodzi ludzie i nie tylko zresztą, zakładając swój biznes wychodzą z założenia, że od razu będą z tego kokosy po niewielkim wkładzie pracy własnej. Może i będą, nie możemy zakładać , że nie, ale trzeba mieć świadomość, że często z wejścia nasze oczekiwania zostaną zmiażdżone przez rzeczywistość jaką są wydatki związane z własną działalnością. Jeśli decydujecie się rzucić pracę i zacząć swój interes w młodym wieku, pomyślcie o tym jeszcze raz, bo w to też musimy inwestować własne pieniądze, które być może nawet się nie zwrócą.

Inwestowanie w Interes

Tym samym przejdę do kwestii jaką jest inwestowanie w interes. Ja nie zaczynałam od korzystania z dofinansowania na rozpoczęcie działalności. Miałam trochę swoich oszędności, pomysł na biznes, pomoc ze strony faceta (tworzenie stron) i przede wszystkim wsparcie najbliższych w początkowej pracy. Dzięki czemu już na starcie mogłam sporo zaoszczędzić. Można próbować ciąć koszty, ale czasem się nie da. Pierwsze miesiące mogą być trudne, a my wciąż musimy inwestować, by biznes nie stał w miejscu. Nowy towar musi być, mimo, że nie ma zamówień, reklama, potrzebne sprzęty (w moim przypadku drukarka, waga), później dochodzi kasa fiskalna i oczywiście opłaty z tytułu własnej działalności, które są comiesięcznym wydatkiem. Wtedy zaczynają pojawiać pytania, czy dam radę to utrzymać i czy opłaty i te wydatki mnie nie pochłoną.

Niestety tak jak wyżej wspomniałam z początku, czasem nawet po jakimś czasie własny interes to nie tylko zarabianie. To też inwestowanie i z tym trzeba się liczyć. Jak już uda nam się przebrnąć przez pierwsze wydatki, to później są kolejne, wrzucamy je w rozwój firmy, w lokal, w pracownika jeżeli jest taka potrzeba, a przede wszystkim w opłaty jakie pobierają od nas urzędy. Miałam to szczęście, że stroną zajął się mój facet, w pracy przy ubraniach pomagali mi bliscy i tym samym udało mi się oszczędzić na inne rzeczy. Niektórzy nie mają takiej możliwości.  Niejednego to przytłacza i przyznaję, że i ja jestem czasami przerażona tym jak muszę oddawać większą część ciężko zarobionych pieniędzy innym ludziom. To bywa frustrujące.

Dwa razy więcej pracy

To chyba oczywiste! Pracy jest więcej niż nam się wydaje. Sami jesteśmy sobie szefami, to brzmi zachęcająco, ale pamiętajmy o tym, że początkowo jesteśmy też własnym pracownikiem, księgową, handlowcem, osobą od marketingu, w moim przypadku również sprzedawcą, fotografem, kierowcą. W zależności od branży, tej pracy będzie mniej lub więcej, jednak zawsze przy własnym biznesie jest najwięcej obowiązków. Wszystkie sprawy leżą w naszej kwestii, musimy poświęcać im najwięcej uwagi i czasu, jeżeli chcemy by nasza firma dobrze prosperowała. Nie możemy zaniedbać obowiązków związanych z naszą działalnością, musimy pilnować wszelkich spraw związanych z fakturami, opłatami itd. Można sobie pozwolić na przerwę, oddzielić życie prywatne od firmy,nie mówię, że nie, ale kiedy decydujemy się na własny interes to bywa to trudne, zwłaszcza na początku, gdy chcemy wszystko rozwijać to nasze życie kręci się tylko wokół tego. Do tej pory przyłapuję się na tym, że pracuję 24/24, od rana w siedzę w sklepie stacjonarnym, przygotowuję towar, a po powrocie do domu znów zajmuję się sklepem, ale internetowym. Choć powoli udaje mi się wszystko robić do późnego popołudnia. Jednak często jest tak, że nad reklamą i innymi błahostkami siedzę po nocach. Po co to robię skoro nikt z góry mi za to nie płaci? Bo mam świadomość tego, że własny biznes to dwa razy więcej pracy i wierzę, że w przyszłości to będzie owocować.

Pokonywanie trudności

Własny biznes, albo Cię załamie i z niego zrezygnujesz, albo sprawi, że się zmotywujesz do zrobienia więcej, by się utrzymać na rynku. To nie jest zajęcie dla słabych osób, które boją się walczyć o swoje.  Mimo niektórych spraw, które mnie momentami irytują lub sprawiają przykrość to jednak dzięki swojej działalności stałam się silniejsza i uparta w tym co robię, bez poddawania się. Choć bywa pod górkę to staram się dążyć do celów, które sobie zakładam. Większymi lub mniejszymi krokami, jak tylko potrafię, próbuję pokonywać trudności sama, ale czasem potrzebuję w tym wsparcia bliskich. Zwłaszcza psychicznego, bo największą trudnością do przeskoczenia niekiedy bywamy my sami i nasze przekonanie, że coś może się nie udać, że coś nam nie wychodzi. Pani urzędniczka, którą grzecznie pytamy jak wypełnić wniosek odburkuje nam ironicznym tonem, tak, że wciąż nie wiemy co wpisać w rubrykę, a przecież chcemy dobrze wypełnić dokument, aby nie mieć problemu. Klient, który jest niezadowolony z tego, że jedna z zamówionych rzeczy niespełnia jego oczekiwań i zwraca ją razem z innymi, mimo tego, że zamówienie było starannie przygotowane, a produktu w świetnym stanie. Takich przykładów jest więcej. I wiem po sobie, że czasem ciężko jest zacisnąć zęby, bo odnosimy wrażenie, że niektóre osoby nie traktują nas poważnie, nie wiedzą jak dużo serca, pracy i czasu wkładamy we własną działalność, w te wszystkie czynności, które ją tworzą.


Podsumowując, nie chcę Was zniechęcić, o nie! Chcę tylko podzielić się z Wami moimi obserwacjami i być może pomóc w podjęciu decyzji. Własna działalność gospodarcza to czasochłonny obowiązek, trudne wyzwanie, ale i frajda, jeśli to co robimy sprawia nam radość. Bo gdy tak jest to te wszystkie niezbyt przyjemne kwestie będziemy w stanie pokonać. Te realne strony, które pomijamy w oczekiwaniach co do własnego biznesu uczą nas wielu rzeczy. Od systematyczności, cierpliwości, trzymanie nerwów na wodzy, po oszędność, pilnowanie istotnych spraw, dopełnianie swoich obowiązków i całego mnóstwa innych rzeczy. Jeśli się tego nauczymy to będziemy w stanie sobie ze wszystkim poradzić!

Ten wpis tworzyłam kilka dni! Nie spodziewałam się, że tak dużo napiszę. Mam nadzieję, że mój tekst Wam się spodobał i niektórym przybliży temat jakim jest posiadanie własnego biznesu 🙂

Ktoś z Was ma w planach założyć swój interes?
A może już podjęliście działania w kierunku własnej firmy?

chorowanie i smoothie

Witajcie!
Co u Was? Ja od tygodnia choruję. Po jakimś roku (albo i dłużej) w końcu dopadło i mnie. O tyle dobrze, że męczy mnie jedynie ból gardła, bez gorączki i kataru. Jednak kaszel, który mam jest suchy i żadne syropy i tabletki, czy domowe sposoby nie pomagają. Broniłam się przed pójściem do lekarza, ale chyba będzie konieczny antybiotyk, bo kaszel nie ustępuje. Nie znoszę faszerować się lekami, ale jak trzeba to trzeba.

W każdym razie, to chorowanie po części wychodzi mi na dobre. W końcu zrobiłam sobie tygodniowe wolne od pracy. No prawie, bo zamiast w sklepie siedzę w domu, głównie pod kołdrą, ale w między czasie pracuję. Musiałam też kilka razy wyskoczyć coś załatwić na mieście. Z jednej strony już wariuję od siedzenia w domu, a z drugiej, mam więcej czasu dla siebie. Nie chodzi o długie spanie, bo rzadko mi się zdarza spać do 10, ale o sam fakt, że nie muszę wyskakiwać spod kołdry i się ubierać, malować, jeść w pośpiechu. Moje codzienne tempo po prostu trochę zwolniło i czuję się z tego powodu lepiej!

postbp

postbpp

Dziś postanowiłam przygotować sobie witaminowy eliksir w postaci smoothie. Jak dawno go nie robiłam! Ah, już prawie zapomniałam jak dobrze smakuje banan w takim wydaniu, choć na ogół nie przepadam za tym owocem, ale w smoothie jakoś mi podchodzi. Moje dzisiejsze smoothie składało się z odrobiny wody, 1 banana, 1 kiwi, małego kawałka awokado, a także nasion chia. Pycha!

DSC_8956e

Mam nadzieję, że nie chorujecie tak jak ja!
Pozdrawiam i do zobaczenia ponownie 🙂