więcej takich dni

W ubiegłym tygodniu, a dokładniej w niedzielę wybraliśmy się nad Zalew Sulejowski. Była tak piękna pogoda, że przez chwilę można było poczuć się jakby na dobre zagościła wiosna! Ahh, tęskniłam za tym. Nawet pozwoliłam sobie założyć ramoneskę 🙂

Błękitne niebo, słońce, woda (co prawda jeszcze dryfował na niej lód) i od razu człowiekowi pojawia się uśmiech na twarzy! Miła odskocznia od tych wszystkich ponurych dni. W taki dzień nie obeszło się bez dużej ilości zdjęć.

zalew-5

zalew-3

Możecie zobaczyć też odrobinę mojego stroju, z wielkim bordowym szalem, który znalazłam w secondhandzie!

zalew-9

zalew-10

zalew-8

Jak to zazwyczaj w weekendy bywa, na ten wypad wybrałam się z moim facetem. W to samo miejsce, w którym razem siedzieliśmy prawie 5 lat temu i również robiliśmy tam mnóstwo zdjęć (mały powrót do przeszłości) 🙂

zalew-7

zalew-2

zalew-6

zalew-4

zalew3a

Niektóre miejsca nad zalewem przypominają mi te prosto znad morza, więc tym bardziej lubię tam czasem jeździć. Chociaż mam bliżej niż nad Bałtyk 🙂

zalew4c

zalew1a

zalew1b

zalew2b

Oby było coraz więcej takich dni! 🙂
Przesyłam Wam moc uścisków i życzę dużo słońca każdego dnia!

luty w zdjęciach

Pora na drugi post ze zdjęciami mojej codzienności prosto z mojego instagrama. Jak już pisałam w poprzednim wpisie w lutym znów brakowało mi czasu dla siebie. Podobnie jak w styczniu, całe dnie spędzałam w sklepie, a kiedy z niego wracałam najczęściej znów zajmowałam się pracą lub spędzałam czas na rozmowach z bliskimi. Niestety w lutym było kilka złych momentów, ale również nie brakło tych pozytywnych!

instaluty5
Nietrudno zauważyć, że na moim instagramie pojawia się coraz więcej fotek typu ”flatlay”. Totalnie polubiłam ten sposób fotografowania i uważam, że można nim łatwo zobrazować jakąś chwilę, nawet jeśli przedmioty do niej nawiązujące są idealnie ułożone. Chyba napiszę o tym jakiś osobny wpis!

instaluty2

Luty był bardzo mroźnym miesiącem, co najbardziej odczułam będąc w moim sklepie. Oj tak, zdecydowanie w naszym lokalu zimą nie jest zbyt ciepło. Zazwyczaj siedziałam w trzech swetrach (typowy zmarźluch), jednak po czasie się przyzwyczaiłam i nieco zahartowałam 🙂

instaluty3
Z okazji walentynek razem z moim facetem wybraliśmy się do Warszawy. Chcieliśmy spędzić wspólnie weekend, pojeść dobrego jedzenia (oczywiście japońskiego) i po prostu odpocząć w świetnym hotelu, podziwiając niesamowite widoki z okna naszego pokoju! Trochę zdjęć z tamtego dnia mogliście zobaczyć tutaj.

instaluty4

W połowie lutego moja psina postanowiła zrobić sobie wycieczkę i nam uciekła. Do tej pory nie wiemy jak przecisnęła się przez bardzo wąskie szczeliny w płocie. Szukaliśmy jej cały wieczór po okolicy i nic. Najbardziej martwiłam się, że zamarznie lub że potrąci ją auto. Dałam ogłoszenie na facebooka i na drugi dzień ktoś zadzwonił, że zalazł ją niemal chwilę po tym jak uciekła. Gdyby nie ogłoszenie pewnie nie byłoby jej teraz z nami, choć numer telefonu widniał na obroży.. Ale najważniejsze, że jest! 🙂

ps
Tegoroczna zima niezwykle długo się u nas trzymała to fakt. Śnieg leżał i leżał, a jak stopniał to zaraz znów napadał! Lubię tę porę roku, ale bez przesady. Widoki były piękne, ale duży mróz już nie jest tak fajny:)

luty1a

Największym powodem do radości w lutym była piąta rocznica mojego związku z Dawidem. Dokładniej mówiąc minęło 5 lat odkąd zaczęliśmy się spotykać. Kiedy to zleciało!? Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy razem już tyle czasu. Kocham go mimo wszystko i za wszystko!

instaluty<3

No więc w skrócie, właśnie tak wyglądał mój ostatni miesiąc. Myślę, że z miesiąca na miesiąc będzie ciekawiej i tych zdjęć na instagramie i w postach będzie więcej! W końcu coraz bliżej do wiosny!

A Wam jak minął luty? Wydarzyło się coś fajnego? 🙂

element mojej codzienności

Luty był dla mojego bloga ciężkim miesiącem, oj zdecydowanie. Już od początku tego miesiąca próbowałam się zmobilizować do regularnego pisania, ale niestety codzienne obowiązki szybko rujnowały moje plany. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Nowy miesiąc zapowiada się trochę lepiej. Przede wszystkim nadchodzi wiosna, a co za tym idzie? Więcej światła dziennego, cieplej, pogodniej (oby!) i ogólnie już samo poczucie, że zima się kończy i zaraz zakwitną kwiaty napawa mnie wielkim optymizmem, który zapewne również będzie widoczny na blogu 🙂

Już dawno odzwyczaiłam się od pisania postów każdego dnia. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Właściwie to nadal nie mogę uwierzyć w to, że kiedyś byłam w stanie tak pisać! W każdym razie dziękuję, że mimo moich nieobecności wciąż tutaj jesteście! Pamiętajcie, że nawet kiedy nie planuję pisać nowego wpisu to często robię zdjęcia i zaglądam na bloga niemal każdego dnia. Czytam komentarze, sprawdzam co słychać na Waszych blogach. Blogowanie już chyba wpisało się w moje życie na dobre. To taki element mojej codzienności.

17036565_1410856888966907_492458471_o

Co do zdjęć, to nieprzypadkowo widnieje na nich nawiązanie do Włoch. Otóż w tym roku znów planuję ponownie wybrać się do tego kraju i to w jak najbliższym terminie, jeśli tylko trafi się tani bilet! Tak bardzo uwielbiam Włochy, że nie ma dla mnie znaczenia do którego miasta polecę. Najchętniej odwiedziłabym Rzym lub Bergamo, ale zobaczymy. Fajnie będzie zabrać Was w tą podróż ze sobą! Tak myślę, że wtedy blog nieco odżyje 🙂

17036859_1410857975633465_1280046856_oe

Na dziś już kończę, a jutro biorę się za pisanie postów na nadchodzące dni! 🙂
A może jest coś o czym chcielibyście poczytać?

brakuje mi godzin!

Witam!
Muszę przyznać, że kompletnie nie wiem, kiedy minęła mi większość dni lutego, czyli podobnie jak i stycznia. Czas leci mi dwa razy szybciej, po prostu dni uciekają mi przez palce. Brakuje mi godzin! Nie tylko do blogowania, ale i do wielu innych rzeczy, moich obowiązków czy planów. Mimo, że moja praca nie jest ciężka to pochłania praktycznie większość mojego czasu i moich myśli, o czym już kilka razy wspomniałam. Ujmę to jednym zdaniem: Nie mam mocy, brakuje mi energii, jestem zmęczona. Dlatego trochę odstawiam bloga i inne social media, żeby tyle nie narzekać, czy to na pogodę, czy to na nadmiar spraw, pomijając już te poważniejsze problemy, które nie pozwalają spać w nocy. To co do tej pory przeczytaliście zazwyczaj nasuwa mi się w pierwszej kolejności, gdy wracam do domu po pracy. Kto by chciał o tym ciągle czytać? Nawet ja sama mam tego dość! Obstawiam, że połowa z Was codziennie boryka się ze stresem, zmęczeniem i jakimiś problemami, o których mówi głośno lub trzyma w sobie. Ja mówię o tym głośno, bo jakbym wszystko trzymała w sobie to chyba bym oszalała.

Można powiedzieć, że od początku roku jadę na podwyższonych obrotach, więc każde nawet najmniejsze oderwanie się od codzienności celebruję co najmniej jakby było to wydarzenie stulecia. Jeśli to możliwe to większość wolnych chwil spędzam z bliskimi, odstawiając laptopa, aparat, albo po prostu kładę się w łóżku i tkwię w bezruchu przez pół godziny (o tym prawdopodobnie też pisałam) i tak odpoczywam.

dsc_5181ees

Z utęsknieniem wyczekuję wiosny, która zawsze dobrze na mnie wpływa i pomaga w walce ze zmęczeniem. Dzisiejsze krótkie przebłyski promieni słońca sprawiły, że odzyskałam odrobinę energii, która pozwoliła mi na napisanie tutaj tego co leżało mi na duszy. To nie tak, że ciągle chodzę nieprzytomna, zestresowana, smutna, nie nie. Każdego dnia towarzyszy mi dużo uśmiechu, przyjemności, ale te negatywy momentami wygrywają, a ja nie chcę Was nimi zarażać. Dziś musiałam sobie ulżyć i mniej więcej przedstawić powód moich nieobecności. To tyle.

Mam nadzieję, że u Was spokojniej, a jeśli podobnie jak u mnie to życzę Wam siły i uśmiechu!

Dobrej nocy! Do zobaczenia wkrótce!

z widokiem na Warszawę

Weekend spędziłam w Warszawie, a właściwie tylko 24 godziny. To był krótki (zdecydowanie za krótki) wypad związany ze szkołą mojego faceta, ale częściowo również z walentynkami, które postanowiliśmy zrobić sobie wcześniej. Jak ciężko było mi dziś wrócić do codziennych obowiązków. A wszystko za sprawą bujania w obłokach. Niemal dosłownie! Ponieważ tym razem mieliśmy nocleg z widokiem na Warszawę.

Nie mam okazji aż tak często podróżować, więc wtedy, gdy już się trafi jakiś wyjazd to staram się wybrać jakiś fajny nocleg. Ostatnim razem we Wrocławiu wybrałam hotel Ibis Style o fajnym wystroju, co być może widzieliście w tutaj, a teraz Dawid znalazł promocję na pokój w hotelu Marriott, który mieści się w wielkim wieżowcu położonym w samym centrum Warszawy. To mu się udało mnie zaskoczyć. Jak weszłam do naszego pokoju, który znajdował się na 31 piętrze po prostu odjęło mi mowę. Co za widok!

warsaw4
Tego dnia co przyjechaliśmy było tak okropnie zimno, że aż cieszyłam się z tego, że bez wyrzutów sumienia mogę spędzić resztę dnia w pokoju hotelowym. Choć szczerze mówiąc byliśmy jeszcze w restauracji sushi i to na najlepszym sushi jakie do tej pory jadłam, zajrzeliśmy też do Złotych Tarasów i trochę pospacerowaliśmy po centrum, co skończyło się zamarzniętymi palcami u rąk. Nawet nie mogłam zebrać się do robienia zdjęć, bo cała się trzęsłam. Wyjątkowo nie byłam w stanie wytrzymać na mrozie nawet pół godziny. Dlatego w niedzielę totalnie zrezygnowaliśmy ze spacerów po Warszawie i wybraliśmy hotelowy basen.

warsaw3
Kompletnie nie żałuję tego czasu spędzonego na leniuchowaniu w hotelu. Jednak tego najbardziej było mi potrzeba. Więcej snu i leżenia w kołdrze. Taki odpoczynek od rutyny. A do tego jeszcze te widoki z okna. Ahh. Nie mogłam przestać ich podziwiać, w końcu na co dzień takich nie mam. Siedziałam na parapecie chyba 20 razy w ciągu doby. Obserwowałam miasto, które bez przerwy tętni życiem, w którym miałam okazję pomieszkać i które naprawdę lubię. Szkoda tylko, że w niedzielny poranek zrobiło się tak ponuro i mgliście, ale poniekąd to pasowało do moich myśli o tym, że czas wrócić do rzeczywistości.

warsaw

warsaw2

Jakby takich poranków i wieczorów z takimi widokami mogło być więcej.. ahh marzenie 🙂

W każdym razie, jeśli chcecie oderwać się od codzienności, lubicie małe podróże i fajne hotele, jak najbardziej polecam łapanie promocji na pokój z jakimś świetnym widokiem, czy to na miasto czy to na góry lub morze. Zwłaszcza na prezent. Możecie zaskoczyć swoją drugą połówkę, a w dodatku oboje skorzystacie! 🙂

praca nad zmianami

Na wstępie chciałam Wam serdecznie podziękować za komentarze pod ostatnim wpisem! Ale daliście mi zastrzyk energii do pisania! Naprawdę mi miło, że znaleźliście chwilę na napisanie kilku słow 🙂

Początek każdego miesiąca jest dla mnie najbardziej pracowity, mam na głowie obowiązki związane z moim sklepem, jak wiecie lub nie do 10 dnia każdego miesiąca należy załatwić sprawy związane z opłatami, księgowością itd. Stąd też moja mniejsza aktywność w tych pierwszych dniach. Do tego w lutym razem z moim facetem postanowiliśmy zmienić szablon mojego sklepu, co być może część z Was już zauważyła!

pracanadsklepem

Stary wygląd był przez prawie dwa i pół roku, więc czas najwyższy na zmiany. Niestety ten rok jak zaczął się z lekka pechowo, tak pech nadal mnie nie opuszcza i z szablonem ciągle są pewne problemy nad którymi obecnie pracuje sztab ludzi, bo nie jesteśmy już w stanie sobie z tym sami poradzić. Ale, ale.. wszystko wskazuje na to, że w ciągu najbliższych dwóch dni wszyscy w końcu zobaczymy finalny wygląd! Mimo tych komplikacji bardzo się cieszę z tej zmiany, a to dopiero początek mojego planu wprowadzania nowości na stronę sklepu. Jednak z resztą chyba poczekam do wiosny. Zima odrobinę komplikuje pewne czynności 🙂

pracanadsklepem1
Mam nadzieję, że nowy wygląd sklepu Inspired spodoba Wam się bardziej niż poprzedni 🙂
Dajcie znać co o nim myślicie!

styczeń w zdjęciach

Witajcie!
Kilka dni temu pomyślałam sobie, że wraz z nowym rokiem wrócę do serii comiesięcznych wpisów, w których będę dodawać losowe instagramowe zdjęcia zrobione w danym miesiącu. Dokładnie tak samo jak kilka lat temu! A z racji tego, że na instagramie staram się być aktywna niemal każdego dnia to łatwiej będzie mi później opisać jak minął mi miesiąc. Czy ciekawie, czy spokojnie, co się wydarzyło, gdzie byłam itd. No dobra, zaczynam!

Pierwszy dzień stycznia spędziłam we Wrocławiu, co zresztą mogliście już zobaczyć. Pogoda nam dopisywała. Wrocław nie ukrzekł mnie aż tak bardzo, ale przyznaję, że kolorowe kamienice jak zwykle skradły moje serce.

styczen1
Kolejne dni były coraz zimniejsze, w końcu spadł śnieg (cieszyłam się jak dziecko na jego widok!), ale mróz tak dawał w kość, że najchętniej siedziałabym cały dzień w czterech kątach i bez przerwy piła gorącą herbatę. Tak zmarźluch ze mnie. Najczęściej ubieram dwa swetry, grubą parę skarpet i dopiero mogę myśleć o wyjściu z domu.

styczen2
Jednego dnia w trakcie pracy udało mi się wyjść ze znajomą Olą na spacer i zdjęcia. Było okropnie zimno, ale tak pięknie! Park prezentował się cudownie. Śnieg leżał dosłownie wszędzie (nawet w moim kapturze). Zmarzłam jak nie wiem, ale warto było. Zdjęcia z tamtego dnia pojawiły się tu i tu.

cats7e
W ubiegłym tygodniu odwiedziła mnie moja stara znajoma, która jest dla mnie mistrzem makijażu. Umiliła mi dzień robiąc mi nieco inny makijaż niż zazwyczaj posiadam. To było fajne doświadczenie, bo nikt inny wcześniej mnie nie malował! Mam nadzieję, że jeszcze to powtórzymy.

cats8ee

W styczniu coraz rzadziej piłam kawę. Jednak nie ma weekendu, żebym po nią nie sięgneła! Jeszcze nawiązując do weekendu, w ten ostatni wybraliśmy się na lodowisko. Na łyżwach nie jeździłam z 8 lat. Początkowo szło mi dość kiepsko, chwiejnie, jechałam jak jałopa, ale ani razu się nie przewróciłam! Później było znacznie lepiej i fajniej! Chętnie wybiorę się ponownie 🙂

styczen4

Mroźny styczeń minął mi bardzo szybko. Niewiele się działo, bo miałam mało czasu dla siebie i właściwie to nie wiem gdzie umknęło mi większość dni tego miesiąca! Ale myślę, że luty będzie odrobinę ciekawszy!

A jak Wam minął ten miesiąc? 🙂

7 urodziny bloga!

Witam!
Dziś wypadają 7 urodziny mojego bloga! Wow, kiedy to zleciało? Coraz ciężej mi sobie przypomnieć jakie były początki mojego blogowania, ale na pewno jakbym zajrzała teraz w archwium to z miejsca padłabym ze śmiechu i z zażenowania, jednak mimo wszystko przeważy miłe uczucie, bo świetnie jest odświeżyć sobie pamięć i poczytać o tym co się lubiło, kupiło lub co robiło te kilka lat wstecz 🙂

Ciągle nie mogę uwierzyć, że tyle czasu już tutaj urzęduję. I choć przez ostatni rok miałam mniej czasu na blogowanie to nadal to robię i nie rezygnuję. Cieszę się, że podjęłam decyzję związaną z założeniem bloga. Pierwszą sprawą jest to, że przechowuję tu swoje wspomnienia, mogę nawet powiedzieć, że w formie pamiętnikowej, a drugą, że mogę dzielić się swoimi zdjęciami, pomysłami, zainteresowaniami, spojrzeniem na świat. Od początku chciałam, żeby ten blog mógł być również dla kogoś obcego inspiracją i fajnie było oglądać przez te wszystkie lata zaangażowanie Czytelników, czyli Was. Ogromna ilość czasu jaką poświęcałam na bloga przez te 7 lat nie poszła na marne-tak myślę. Dziękuję, że wciąż jesteście ze mną!

dsc_4003eb

Swoją drogą, podobno siódemka jest szczęśliwą liczbą. W takim razie, mam nadzieję, że ten 7 rok mojego bloga będzie dla niego naprawdę pomyślny i pozytywny! Zresztą patrząc jak mnie nagle złapało natchnienie na pisanie dzień po dniu jestem dobrej myśli!

Dajcie znać od jak dawna tu jesteście!

godzina w parku w mroźny dzień

Nawiązując do tego o czym pisałam ostatnio, właśnie dziś przygotowałam zaległy wpis przedstawiający niespełna jedną godzinę wyjętą z mojego dnia. Bardzo przyjemną, spędzoną w ładnym miejscu, z aparatem w ręku i w fajnym towarzystwie. To nie zdarza się za często w tej codziennej rutynie.

_dsc4080eb1e

Otóż w ubiegłym tygodniu, razem z moją znajomą Olą wybrałyśmy się na spacer do parku, który znajduje się w pobliżu mojego sklepu. Właściwie jest to jedyny taki duży park w moim mieście, a ja bywam tam naprawdę rzadko, właściwie to nawet nie pamiętam, kiedy byłam tam ostatni raz zimą! Pięć lat? Może więcej. W każdym razie, byłam oczarowana widokami. Wszędzie było tak dużo śniegu, biel aż biła po oczach! Nie sposób nie robić zdjęć w tak pięknej scenerii. Chodziłyśmy w tą i z powrotem, aż zaczęło się ściemniać. Godzina w parku w mroźny dzień to zdecydowanie niezły zastrzyk energii. Powinnam częściej tak wychodzić!

_dsc4070eb

dsc_3667e

_dsc4075e

_dsc4078e
Swoją drogą niedawno wstawiałam na bloga zdjęcia, które robiłam razem z Olą (tutaj), te w tym poście również robiłyśmy wspólnie i to nie koniec, bo mam jeszcze trochę fotek jakie chcę opublikować. Można powiedzieć, że udało nam się stworzyć zgrany duet, niestety nie na długo, ponieważ Ola wyjechała.. Ale i tak ogromnie się cieszę z tych zdjęć, które razem pstrykałyśmy i chciałam za nie kolejny raz podziękować! 🙂

dsc_3671eee

zola

dsc_3696e

Mniej więcej tak wyglądała jedna godzina mojego zwykłego, zimowego dnia. Z pozoru nic ciekawego, ale jeśli chodzi o mnie to nawet i taka forma spędzania czasu bardzo mi się podoba 🙂

dzień jak co dzień

Witajcie!
Co słychać? Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku. U mnie po staremu. Dzień jak co dzień. Praca, dom, praca dom, ale pomiędzy tym ciągle coś robię, gdzieś jeżdżę, a kiedy wreszcie usiądę przy kubku herbaty, mam chwilę czasu dla siebie na tak zwane nic nie robienie. Choć moje lenistwo przy herbacie sprowadza się do oglądania gazet w poszukiwaniu inspiracji lub ciekawych stron w sieci, w najlepszym wypadku oglądam seriale na raty, robiąc co 15 minut przerwę.  I tak niemal każdego dnia. Przez ostatnie miesiące jestem w ciągłym stresie i pośpiechu, o czym już kilka razy wspominałam. Na szczęście powoli się to zmienia ku lepszemu 🙂

przyherbacie1

Wreszcie pojawiła się duża szansa na małą zmianę, dzięki której po części będę mogła zająć się innymi sprawiami, a nie tylko obowiązkami związanymi z własnym biznesem. Otóż, wszystko wskazuje na to, że nie będę musiała tyle czasu przebywać w sklepie! Bardzo to lubię, ale mam pracownika, więc jakby nie patrzeć w godzinach pracy mogłabym zajmować się też czymś innym, poza sklepem, przerwać odrobinę rutynę i zacząć robić inne rzeczy, które mogą również wpłynąć na rozwój biznesu, a także na mój własny. Zobaczymy jak to będzie, ale staram się być dobrej myśli.

przyherbacie12e

Niech ten wpis będzie swego rodzaju początkiem w powrocie do postów o mojej codzienności, które już niedługo się będą tutaj pojawiać znacznie częściej niż w ubiegłym roku. Także szykujcie swoje kubki, parzcie herbaty i zaglądajcie na bloga w wolnych chwilach, hehe. A tymczasem idę przed telewizor oglądać Harrego Pottera 🙂