uratowany

Witam!

Późnym popołudniem pojechałam z rodzicami do Piotrkowa, ale tylko na chwilę. Musieliśmy wejść do piotrkowskiego carrefour’a (w którym jest o wiele większy wybór niż w naszym tomaszowskim^^) rozejrzeć się za kilkoma rzeczami, a później pojechaliśmy do moich kuzynów.
Prawdopodobnie na obóz wybiorę się z moim kuzynem-Maćkiem. Myślę, że to będzie całkiem fajne, bo będzie raźniej, jeżeli ktoś bliski będzie obok!

Wujek pokazał mi też młodego ptaszka-jeżyka, którego znalazł gdzieś na drodze(?). Zapewne wypadł z gniazda. Gdyby nie pomoc wujka, możliwe, że nie przeżyłby kilku godzin. Samochody, koty czy inne zwierzęta. Jeżyk jest u nich już tydzień i wujek uczy go latać! Idzie mu coraz lepiej:)

Przedstawiam wam Stefcia

Mój chrzestny, jak i kuzyn znają się na ptakach i mają do nich dobrą rękę!
Nie jest to pierwszy ptak, którego ‚wychowali’. 
Kiedy leciutko pogłaskam go po główce, przymykał oczka, a później otwierał dzióbek. 

Mam nadzieję, że niedługo będzie wstanie wylecieć na wolność! 
A czy wy kiedyś uratowaliście jakie zwierzątko?

100 thoughts on “uratowany

    1. rodzice wam nie pozwolili razem pojechać 🙁 ?
      ze moglibyscie tam coś robić ^^..

      wielka szkoda :C

    2. moi znajomi, którzy w sumie mieliby możliwości to w większości pracują/robią prawo jazdy/18stki lub jadą nad morze, czy gdzieś za granicę z rodzicami. Zresztą, generalnie ze znajomymi szykuje mi się też wypad tutaj w Polsce, ale nie wiem kiedy i czy wypali.

      Hahaha, Po prostu Dawid będzie pracował i nie ma jak jechać ze mną:) a ja w sierpniu już nie mam praktyk.

  1. Ja chciałam urtować ptaszka ale był za mały i nie przeżył nocy. Był chyba bardzo bardzo młodziutki bo nie miał jeszcze otwartych oczu :<

  2. Ja uratowałam w zimę młodego, białego gołębia. Był przecudowny i bardzo słodki. Wzięłam go na ręce i zabrałam do kliniki, a tam się już nim świetnie zaopiekowali. Nie przeżył by nocy gdybym się o nim nie dowiedziała, bo nie latał, poza tym miał przemarznięte nóżki. Kiedy doszłam do kliniki, czekając głaskałam go po główce i po chwili zasnął. Teraz na pewno gdzieś cieszy się życiem.

  3. Ja raz uratowałam jeżyka,przed moim psem 😀
    Już prawie był wykończony,na szczęście potem udało się go uratować 🙂
    Słodki ptaszek 🙂

  4. Jejku.. to cudowne, że ludzie ratują takie bezbronne ptaszki i ogólnie zwierzaki 🙂
    U nas w ciągu miesiąca do wentylacji wpadły 3 ptaki, oczywiście tata wszystkie uratował 🙂

  5. jaki słodziak bardzo piękny i pozdrowienia dla twojego wujka który naprawdę pomaga zwierzakom powinno być więcej takich ludzi a nie był by tyle porzuconych i biednych zwierzaczków 😀

  6. Miałam takiego samego ptaszka, niestety mój miał zranione skrzydełko i mimo tego, że je wyleczyliśmy nie udało mu się już latać 🙁 miałam go ze 2 miesiące, był bardzo przyjacielski, chodził sobie po domu, nosiłam go na ramieniu, nawet załatwiłam dla niego klatkę, żeby chronić go w nocy przed kotem, ale nam zdechł 🙁

  7. Pamiętam jak rok temu kilka dni przed wakacjami poszliśmy z klasą na wagary. Razem z kilkoma przyjaciółkami i 2 koleżankami odłączyłyśmy się od grupy, po czym idąc po parku znalazłyśmy małego ptaszka, który chyba wypadł z gniazda. Zaniosłyśmy go do weterynarza. 😉 Mam jeszcze kilka zdjęć tego ptaszka. 😉
    Kiedyś u mnie w ogrodzie leżał też jakiś ptak, któremu coś się stało ze skrzydłem, wtedy też zawiozłam ptaka do weterynarza. 😉

  8. Kojarzysz powiedzenie "Z jakim się zadajesz ,takim się stajesz"?:D
    Nie wiem jak to możliwe,ale często przebywam na Twoim blogu i mój śmiech jakoś upodobnił się do Twojego 😀 😀
    Taki jaki miałaś w poście "Pierwszy dzień praktyk" czy coś w tym stylu 😀

  9. Tak, tak się składa, że ja tez kiedys uratowałam dwa ptaszki:) Ale te, które ma Twój wujek są o niebo słodsze ^^

  10. a ja ostatnio można powiedzieć że uratowałam kotka. przejeżdżałam z tatą samochodem przez las i na drodze leżał chudy, malutki kotek (pewnie ktoś go wyrzucił), postanowiliśmy go wziąć. teraz kotek jest już duży i baaaaaaardzo gruby. nie wiem jak ludzie mogą wyrzucać zwierzęta :O

  11. śliczny! Mojej cioci wskoczył kiedyś do walizki gekon, który po powrocie z wakacji mieszkał u nich w rurach (w Polsce!) około tygodnia, a później nie widzieli, ani nie słyszeli go 🙁 Nazywali go stefan właśnie 😉

  12. czesc Aniu, sluchaj to wazne…
    powiedz mi czy ktorys z waszych psow mial kiedy kolwiek pchly ? jesli tak to jak je zwalczaliscie ? chodzi mi konkretnie o preparaty, jakiego typu … prosze zapytaj rodzicow jesli sama nie wiesz…
    pozdrawiam cie serdecznie i prosze zaakceptuj i odpowiedz ! 🙁

    1. Mój pies miał po cieczce bo różne psy z okolicy przychodziły…
      Z rodzicami poszłam do weterynarza, który na kark zaaplikował jakiś żel po kilku godzinach już ich nie było (kosztował coś koło 18 zł na psa średniej wielkości w moim przypadku na posokowca bawarskiego )

    2. ojj dziękuje ci ! a nie wiesz z jakiej firmy byl ten zel ?
      18 zl to jeszcze nie jest zle, jestem w stanie wydac kazda sume byle wytepic to paskudztwo.. wiecie , mam psa na polu i dziwi mnie, bo kazdy pies co jest na polu ma pchly z tego co slyszalam , ze wlasnie Ani psy nie mialy pchel zyjac na polu ….

    3. raz widzialam podobny zel w rossmanie ale byl chyba drozszy od tego u weterynarzs. napewno mozna tez kupiv w internecie

  13. a ja uratowałam jeża z babcią:)
    zeszłegoego lata.
    poszłyśmy do piwnicy po konfitury.nagle patrzę a tam malutki jeżyk.
    babcia i ja wychowywałyśmy go,aż wyrósł na pięknego jeża!!!
    nadałyśmy mu na imię TUPTUŚ:)
    bo tak śmiesznie tupał :D:D:D

  14. Ostatnio sobie postanowiłam, że zacznę komentować blogi, które czytam. Takie postanowienie na wakacje 😛 Więc czas zacząć!
    Dwa lata temu znalazłam w ogrodzie małego, ślepego jeszcze kotka.
    Jakoś żadna kocia mama nie przychodziła go karmić, a że od dawna błagałam moją panią Matkę o kicię, zabrałam maluszka.
    No ale była jeszcze strasznie mała. Nie umiała chodzić i jak już napisałam była ślepa.
    Taki oto sposobem musiałam po godzinę w nocy wstawać żeby karmić ją mlekiem z butelki. Jak wracałam ze szkoły pierwsze co musiałam zrobić to ją karmić. Uczyła się kochana przy mnie chodzić ^^ Rozkoszny widok. No ale jak to kot, drapał też troszkę 😛 A że do tego raczej chodzę w ciemnych barwach, pani psycholog pytała się mnie, czy nie chcę z nią porozmawiać…
    No ale teraz Kicia (ja wymyślałam imię!) śpi sobie na mojej stercie ubrań i ma się dobrze, żyje, i już nawet przestałam mnie dręczyć, gryźć i drapać, a nawet przynosi mi piękne prezenty w postaci…Lepiej nie pisać, w jakiej postaci…:P
    Uff, rozpisałam się! Nie ma do siebie słów…

  15. Ostatnie zdjęcie mnie rozwala ;p jaki słodziak! Ja raz opiekowałam się z kumpelami gołębiami,ale koty je w nocy zabiły..Potem opiekowałam się bezdomnym kotem ,który potem wpadł pod samochód i zabrali go do schroniska.. odwiedzałam (nią) aż ktoś ją adoptował …;[

  16. Jaki śliczny ^^
    Ja uratowałam już ze 2 ptaszki… jednego wyjęłam z pyska mojemu kotu (nie mój kot nie wychodzi, po prostu złapał go na balkonie), a drugim razem jak siedziałam w domu nagle coś rąbnęło o szybę, a to był jakiś malutki ptaszek i ja go wzięłam coś mu tam dałam a potem odleciał…

  17. Kiedy byłam mała zawsze opiekowaliśmy się zmarzniętymi wróblami i jaskółkami, mieszkającymi w naszej kamienicy. Oraz jednego psa, który bronił mnie tak zawzięcie, że niemal zaatakował mojego ojca, gdy ten w nocy chciał przykryć mnie kołdrą.

    A ptak, o boże, już słyszę moje błaganie: "Mamusiu, kup mi takiego!". ^^"

  18. jak ostatnio szłam na spotkanie z koleżanką to na chodniku był taki słodki ptaszek i chyba nie umiał latać 🙁 nie miałam go jak wziąć ze sobą, więc mogłam go tylko przenieść na trawę :)nie mogłam przestać go głaskać ^^ i urocze zdjęcia ^^

  19. ale słodziaak♥
    koło mojego domu jest gniazdko na drzewie, a tam są trzy malutkie ptaszki, które zawsze tak kwiczą, że nie da się na huśtawce spokojnie siedzieć, hah^^
    u mnie ogólnie jest sporo takich 'oryginałów'. np. w stodole w zimie był u nas nietoperz (Wacek. xD), a teraz za stodołą, w sadzie, przebywają dwie sowy;D malutkie, ale słodkie. może uda mi się im zrobić kiedyś zdjęcia, hah^^

    pozdrawiam.

  20. ale świetny! ;D mojej chrzestnej mąż kiedyś prawie przejechał jeża zatrzymał się zabrał go do samochodu i zawiózł do domu a tam wypuścił go z dala od ulic 😉

  21. Ja uratowałam kiedyś gołębia, który miał chore skrzydełko i nie mógł latać. Po kilku tygodniach dokarmiania i opiekowania się, wyzdrowiał i poleciał gdzieś daleko 🙂

  22. Ja niedawno z przyjaciółką uratowałam malutkiego kotka 🙂 Biedak nie przeżyłby nocy (znalazłyśmy go wieczorem) 🙁

  23. ojej, jaki słodki ^^ Ja z mama uratowałyśmy kociaka bo auto go potrąciło i do dziś kochany zwierzak z nami jest 🙂

  24. mój chłopak razem z dziadkiem opiekują się dzięciołem 😉 weterynarz powiedział, że nei wiadomo czy zacznie chodzić, ale czas pokaże.

  25. Gdybyś nie miała z kim pojechać za granicę na obóz np. właśnie do Bułgarii.. to pojechałabyś sama? 😉
    Trochę się obawiam, że bd sama siedzieć na plaży i wg. ;> Z góry dzięki za odp. ;*

  26. oo, ja też kiedyś miałam w domu jeżyka 🙂
    wleciał sobie przez okno i zaczepił się w firance 😮

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.