coś na ząb

Jak tylko dojechaliśmy do Kielc marudziliśmy sobie nawzajem, że chcemy coś zjeść. 
Na początku poszliśmy na kebab, który okazał się nie za dobry. Głód szybko powrócił, dlatego nieco później będąc już na Rynku zatrzymaliśmy się przy rozstawionych stolikach i tam złożyliśmy spore zamówienie. Ledwo wstałam z krzesła!
znajdowaliśmy się obok tego miejsca:)
hawajska
arbuzowy deser!

Nie znam nazwy tego miejsca, ale jak się dowiem to edytuję ten post:)

64 thoughts on “coś na ząb

  1. mm, ten deser wygląda kusząco:) mówię, mówię, naprawdę dobre sushi tam serwują. restauracja założona przez Koreańczyka z krwi i kości, jestem jego córką i mogę Ci szczerze polecić, czytam bloga i widzę, że lubisz azjatyckie jedzenie, powinno Ci się tam spodobać 😀

  2. mmm jeju <3
    ile zapłaciłaś za deser?
    chętnie bym sie wybrała, bo mam bliziutko do Kielc!

    1. i tym oto komentarzem widać, że Ankyl niepotrzebnie pisze posty skoro Wam sie nawet czytać nie chce –,–

      Ankyl, zazdroszczę opanowania bo ja byłabym zła.

  3. Wow, cudowny deser! Niestety, zawsze jak na taki mam ochotę, to okazuje się, że kosztuje fortunę i nagle stwierdzam, że jednak go nie chcę 😛

  4. Napisałaś, że pojechałaś, za swoich oszczędności, a skąd masz te oszczędności, dostajesz od rodziców czy z szafy?

    1. jeju, ludzie! ona jest dorosła. na szafę wiele rzeczy wstawia, miałam urodziny i wgl. może jest oszczędna i już jakiś czas zbiera:)

  5. desery wyglądają przepysznie! Nie jadam kebabów ale na takich wycieczkach raczej nie można ich sobie odmówi do tej pory najgorszy jaki jadłam był z Torunia!pozdro

  6. Ugh, a ja wcale nie szaleję za pizzą, bo jadam ją bardzo często – mama ma pizzerię. No i mi już "obrzydły" te wszystkie fast foody. :p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.