stylizacja z koszulą w kratkę

I znów zaglądam tutaj ze stylizacją! Tym razem to połączenie biało-czarne, z kontrastującą czerwienią, ale znów ze spódnicą w roli głównej. Czarną plisowaną spódnicę o asymetrycznym fasonie połączyłam z białą koszulą w kratkę. Jednak nie jest to typowa kratka, która zazwyczaj kojarzy się z koszulami i za to ją lubię.


koszula-Romwe | spódnica-Zara, Secondhand | torebka-prezent | buty-czasnabuty.pl


Produkty ze stylizacji i podobne:

                      

Zdjęcia były zrobione już jakiś czas temu, ale po dzisiejszej temperaturze na zewnątrz dochodzę do wniosku, że spokojnie mogłam wyjść dziś tak ubrana do pracy! 🙂

jeansowa spódnica

Co kilka, kilkanaście dni słońce niepewnie się pojawia, więc jeszcze oprócz płaszczy i grubszych chust bez wahania można założyć coś innego. Wrócę teraz do pierwszego dnia października, kiedy to na zewnątrz było naprawdę ciepło i słonecznie, dzięki czemu zdecydowałam się na taką lżejszą stylizację.


Miałam na sobie jasną bluzę, która fasonem przypominającą ramoneskę, bluzkę w paski i spódniczkę. Dodatki i ubrania dobrałam do kolorów pasków! A co 🙂

Można powiedzieć, że paski na bluzce są nieco pstrokate, ale naprawdę lubię to zestawienie kolorów. Świetnie pasuje do jeansu. A swoją drogą czasem trzeba zastąpić czymś klasyczne czarno-białe pasy!


Jeansowa spódnica, którą miałam na sobie jest jedną z moich ulubionych (wpis). Taki fason, z guzikami na przodzie od dawna mi się podoba i co najlepsze od dawna widać go w sklepach, gazetach i na ulicach.

bluzka-H&M | bluza-secondhand | spódnica-Romwe | buty-Deichmann | torebka-prezent

A Wy macie w swoich szafach jakąś jeansową spódnicę? 🙂

spotkajmy się na szafingu!

Kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, zaraz na samym początku wybrałam się na szafing, czyli swego rodzaju kiermasz ubrań organizowany przez portal szafa.pl. Mogliście zobaczyć jak to wyglądało tutaj. W tym roku, a dokładnie już w przyszłą sobotę będę mieć okazję znów wziąć udział w tym fajnym wydarzeniu, z tym, że teraz wybieram się do Łodzi!

Napewno Was nie zdziwi to, że zanim otworzyłam swój sklep aktywnie działałam na szafie, sprzedając tam swoje ubrania. Dzięki temu portalowi wprawiłam się w wystawianiu ciuchów na sprzedaż i nabrałam małego doświadczenia w kontakcie z Klientem. Jejku ile to już lat.. prawie 7! Także moja przygoda ze sprzedawaniem ubrań zaczęła się już dawno temu. Teraz na szafie bywam sporadycznie, ale nadrabiam to w moim sklepie, gdzie ubrania wystawiane są non stop! Ale przejdźmy do tematu szafingu!


Otóż, 14-stego października w Łodzi, w klubie DOM od godziny 11:00 do około 16:00 odbędzie się SZAFING, na którym będę wystawiać ubrania na sprzedaż! Trochę swoich, trochę ze sklepu. Jeśli któraś z Was woli zobaczyć sprzedawane przeze mnie ubrania na żywo i jest z Łodzi lub okolic to serdecznie zapraszam na to wydarzenie! Wstęp do klubu dla kupujących/oglądających jest bezpłatny. A swoją drogą jest tu ktoś z Łodzi? 🙂


Jeżeli lubicie secondhandy, używane ubrania goszczą w Waszych szafach nie od dziś to takie wydarzenie jak szafing napewno Wam się spodoba! Ja już nie mogę się doczekać! Spotkajmy się na szafingu!

Klub Dom mieści się na ul. Piotrkowskiej 138/140 w Łodzi.
PS. Która z Was tam będzie? Do zobaczenia! 🙂

wrzesień w zdjęciach

Czas na szybkie, instagramowe podsumowanie poprzedniego miesiąca! Zdecydowanie wrzesień był dla mnie intensywnym miesiącem, szczególnie pierwsza połowa. Miałam naprawdę sporo pracy, a przez to mniej czasu nawet na publikowanie na instagramie, ale jak co miesiąc starałam się pokrótce opisywać co u mnie 🙂


Duża ilość pracy spowodowana była przede wszystkim przeprowadzką mojego sklepu w inne miejsce (wpis). Rozkręcanie i skręcanie mebli, przeniesienie i na nowo urządzanie lokalu. Nie zliczę ile toreb przenieśliśmy, ile rzeczy zostało poskładanych na regałach, ile powieszonych. Ogarnięcie tego wszystkiego było wyzwaniem!


W jeden weekend wyskoczyliśmy do Łodzi. Nie jest to wyczyn mieszkając 50 km od tego miasta, ale fajnie przerwać rutynę w taki sposób. Mieszkaliśmy w hotelu tuż przy Manufakturze, więc głównie to tam urzędowaliśmy, a przy tym jedząc pyszne jedzenie w tamtejszych knajpkach 🙂


We wrześniu spotkałam się ze starą znajomą, z którą wybrałam się do kawiarnii. Zamiast tradycyjnej kawy wybrałam cappuccino matcha. Smakowało dość ciekawie!


Oczywiście wrzesień był pełen wyjść do lasu, na spacery, ale przede wszystkim na grzyby! Prawdziwy wysyp grzybów sprawił, że jeszcze bardziej polubiłam ich zbieranie, ale znienawidziłam obieranie, haha.

Ogólnie pogoda we wrześniu nie była zbyt ciekawa. Było raczej ponuro, chłodno i od początku było dość jesiennie. Wyjęłam z szafy prawie większość ubrań na takie dni. I znów szaro-bure kolory będą przeważać.


W ostatnim tygodniu września prawie codziennie robiłam dziesiątki zdjęć, głównie do sklepu. Nie wiem, kiedy je w pełni ogarnę do publikacji, do tego znajdą się jeszcze jakieś na bloga, żebyście mieli co pooglądać przy kawie 🙂


Przez większość dni września pogoda była w kratkę, ponura wersja jesieni, aż tu nagle pod koniec zrobiło się ciepło i to bardzo! Od razu to wykorzystałam i razem z dziewczynami wybrałyśmy się nad zalew, jak wyżej też wspomniałam zrobić zdjęcia, ale i po prostu, żeby trochę się tym słońcem nacieszyć!


A co u Was? Jak Wam minął wrzesień?
Kto chodził na grzyby?! 🙂

the end of summer / dwie stylizacje

W dzisiejszym wpisie chciałam Wam pokazać nieco nieopublikowanych zdjęć moich letnich stylizacji, w których główną rolę grał kolor biały. Biel zawsze dominowała w mojej szafie, zwłaszcza w przypadku bluzek i sukienek. Ubrania, które zobaczycie stały się jednymi z moich ulubionych w okresie lata. Lekkie, zwiewne i bawełniane idealnie spisywały się w cieplejsze dni. Czy ktoś jeszcze planuje jakieś wczasy w ciepłych krajach? Jeśli tak, to te stylizacje na pewno sprawdziłyby się na wyjeździe 🙂

Pierwsza stylizacja to połączenie białej sukienki z dużym kapeluszem i espadrylami. Żeby dodać trochę kontrastu tej lekkiej stylizacji wybrałam czerwoną torebkę. Nie zliczę ile razy nosiłam tę sukienkę latem. Zestawienie gładkiej góry i ażurkowego dołu niesamowicie mi się podoba!

sukienka-Secondhand | buty-czasnabuty.pl | torebka-prezent

Druga stylizacja to wersja z bluzką i spodenkami. Zwiewna bluzka z długim rękawem w kolorze białym świetnie pasuje do wszelkiego rodzaju jeansów i to nie ulega wątpliwości. Akurat wtedy połączyłam ją z jasnymi szortami handmade’owymi. Do tego stroju wybrałam koszyczkową torebkę, którą mam w szafie od wielu lat. Koszyczki znów w modzie, a ja o swoim prawie zapomniałam!



bluzka, torebka-secondhand | spodenki-Vertus (handmade) | buty-H&M

Zdjęcia zrobiliśmy pod koniec lata, a dzisiejsze promienie słońca sprawiły, że poczułam się jak tamtego dnia 🙂

Która ze stylizacji podoba Wam się bardziej? 🙂

Czas na jesień! / Jak spędzam jesienne dni?

W ostatnich dniach deszcz padał niemal cały czas. Weekend niemal w całości spędziłam w czterech ścianach, oprócz wyjścia do lasu na grzyby, oczywiście w międzyczasie, kiedy to na chwilę przestało padać. Koniec lata i zarazem początek jesieni nie były dla nas łaskawe jeśli chodzi o pogodę. Ale nie ma co narzekać, wciąż mam nadzieję, że się wypogodzi i tegoroczna jesień będzię kolorowa i pełna przyjemnych dni!

Jesień jest tą porą roku, którą raz darzę sympatią, a raz nie. Jak będzie w tym roku to się okaże! Ogólnie wydawało mi się, że jestem totalnie nieprzygotowana na nadejście jesieni, a jednak okazuje się, że już oswoiłam się z myślą, że teraz dni będą stawać się coraz krótsze i na zewnątrz będzie robić się coraz chłodniej. Niektóre swetry już od połowy lata leżały w pogotowiu, więc przyzwyczaiłam się do ich widoku. Najbardziej boli mnie fakt, że lato przeleciało mi tak szybko, że nie zdążyłam nacieszyć się letnimi sukienkami, spacerami w słońcu, krótkimi wypadami. Latem, w te cieplejsze dni lubię wszelkiego rodzaju wyjazdy, a gdy nadchodzą te chłodniejsze staję się prawdziwą domatorką, więc jesienią raczej większość czasu spędzę w domu. Po prostu wolę unikać chłodu. Oh, zawsze czułam, że mieszkam w złej strefie klimatycznej, ale jakoś przetrwać i przystosować się muszę.

Jak zazwyczaj spędzam jesienne dni?

Z bliskimi! Tak jak wyżej wspomniałam, większość jesiennych, zwłaszcza tych deszczowych i zimnych spędzam w domu, swoim lub mojego faceta. Kolejny rok mieszkamy osobno, więc po pracy miło jest spędzić razem czas. Obejrzeć jakiś film lub coś wspólnie ugotować. Kiedy zostaję w domu, przesiaduję z rodzicami lub siostrą. Zdarza się, że odwiedzają mnie znajome na szybką kawę o ile nie pracujemy 🙂

W domu. Zdecydowanie jesienią uwielbiam przebywać w domu. Choć nie gardzę jakimiś małymi wypadami czy wyjściem do restauracji, ale spędzanie wieczoru w domu jakoś bardziej mnie cieszy. Jak tylko wracam z pracy, zajmuję się swoimi sprawami, owijając się kocem i podjadając coś słodkiego. Swoją drogą, przebywając w domu w końcu mogę poświęcić czas na swoje pasje…

Zajmuję się swoimi hobby! No właśnie, kiedy sezon grillowania co drugi wieczór się kończy, teraz w tym czasie mogę napisać dłuższy post na bloga, przerobić jakieś ubranie czy przygotować zdjęcia do albumu scrapbooking’owego. W jesienne dni staram się wygospodarować więcej czasu na moje hobby!

Jako, że jestem zmarźluchem to jesień jest porą, kiedy robię też porządki w mojej szafie, wyciągam na wierzch najcieplejsze ubrania, a te które przeleżały całe lato i ich wcale nie nosiłam, odkładam do sprzedania lub wydania. Jesienią najczęściej noszę swetry z golfem i jeansowe spodnie, bo pasują do większości moich botków, więc właśnie takie ubrania zazwyczaj wybieram. Mam kilka swoich ulubionych swetrów idealnych na jesień, ale to ten kremowy z golfem ze zdjęć jest moim numerem jeden! Jest naprawdę ciepły i miły w dotyku! Dodam jeszcze, że jest to jeden z moich lumpeksowych zakupów. O moich ulubionych ubraniach na jesień pisałam tutaj.

sweter-Secondhand | spodnie-C&A

Siedzenie w domu w te jesienne dni ma swoje zalety. Więcej czasu spędzamy z bliskimi, czytamy książki, oglądamy telewizję, filmy. Po pracy można na spokojnie posiedzieć w grubym swetrze z kubkiem herbaty lub kawy w ręku i poprzeglądać strony www lub coś obejrzeć online. Latem częściej odstawiamy laptopy, a jesienią jakoś chętniej po nie sięgamy i zaglądamy do sieci. Osobiście lubię buszować po Internecie wieczorami, więc teraz nadszedł idealny czas na nadrabianie zaległości na ulubionych stronach.


Teraz chciałam zostawić kilka linków do stron, które odwiedzam w wolnej chwili, żeby coś pooglądać lub poczytać:

1. Pinterest.com – Jak łatwo umilić sobie chwilę i nacieszyć oko dawką mnóstwa inspiracji, pięknych zdjęć, ciekawych pomysłów. Stylizacje, przeróbki DIY, wystrój wnętrz.. po prostu czego dusza zapragnie!

2. Iitv.pl – Strona z serialami, głównie amerykańskimi. Już mam kilka pozycji, które chętnie obejrzę w tym roku. Niedawno skończyłam oglądać ”Grę o tron”, a swego czasu oglądałam ”Dr House”, ”Lucyfer”, ”Teoria wielkiego podrywu”. Wszystkie z nich bardzo mi się podobały, ale moim ulubionym jest ”Gra o tron”!

3. Viki.com – A tu z kolei oglądam seriale azjatyckie, zazwyczaj koreańskie. Czasem trafię na jakiś film, ale zwykle wybieram serial, bo dramy po 20-ścia odcinków, fajniej mi się ogląda. O nich napiszę w osobnym poście, jeśli będziecie chcieli poznać jakieś tytuły 🙂

4. Designswan.com – Tutaj znajdziemy mnóstwo ciekawostek ze świata, nowinki o gadżetach czy interesujących projektach. Od wielu lat lubię zaglądać na tę stronkę. Dużo ciekawych rzeczy można się z niej dowiedzieć!

5. Bloglovin.com i ddob.com – Portale zrzeszające blogerów, możemy tam znaleźć dziesiątki fajnych blogów, postów itd. Pierwsza strona jest międzynarodowa, a druga polska, na obie zaglądam co kilka dni, aby poczytać posty innych blogerów. Możecie tam zarejestrować się jako bloger lub obserwator.

A jak Wy spędzacie jesienne dni? Co robicie? Co oglądacie?
Koniecznie dajcie znać! 🙂

zeszyt pomysłów i inspiracji

Jakieś dwa lata temu, kiedy mieszkałam w Warszawie nabyłam sobie zeszyt w fajnej czarnej okładce, na której widniał złoty, motywujący mnie wtedy napis. Pomysły i inspiracje, które miałam w myślach od razu zaczęłam przelewać na kartki owego zeszytu. Później zaczęłam tworzyć małe listy zadań, krótkie notatki z inspiracjami, hasła motywujące, które pomagały mi realizować pomysły coraz częściej wypisywane w podpunktach jeden pod drugim. Wraz z natłokiem spraw, pracy, obowiązków, powrotu do rodzinnego miasta zeszyt odstawiłam na bok. Mimo tego, że co jakiś czas coś tam zapisywałam, bo nie brakowało mi pomysłów to jednak zaczęło brakować czasu na ich realizację. Jak myślicie czego dotyczyły moje zapiski w tym zeszycie? Oczywiście bloga.

Może wydać się to zabawne, ale tak było. Gdybym nie spisywała pomysłów na stylizacje, zdjęcia, tematów na posty to połowa z nich nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, bo po pierwsze mam małą sklerozę, a po drugie swego czasu miałam za dużo pomysłów na raz lub nagły totalny ich brak i wtedy takie notatki pomagały. Z tym zeszytem zaczęłam prowadzić bloga bardziej tematycznie, mniej ogólnikowo, ale teraz widzę, że zaczęłam się ograniczać do pojedynczych podpunktów nie uwzględniając w tym zbytnio moich inspiracji. Zawsze traktowałam bloga jako hobby i odskocznię, nie podchodziłam do niego jak do pracy domowej, którą trzeba napisać tak, a nie inaczej. Teraz widzę, że przez te punkty i wytyczne zapisywane w zeszycie zmienił się mój sposób prowadzenia bloga, co z jednej strony mnie cieszy, a z drugiej zasmuca, bo to hobby nie może stać się obowiązkiem, który nie będzie już tak przyjemny jak wcześniej. Zeszyt pomysłów i inspiracji stał się jak szkolny zeszyt z zadaniami.


Dlatego zamierzam skończyć ze schematami, podpunktami, konkretnymi tematami i datami. To nie do końca moja bajka. Nigdy nie byłam konsekwetna w takich działaniach, a później tylko denerwowałam się, że czegoś nie zrobiłam w odpowiednim czasie. Zazdroszczę osobom, które mają w sobie tyle determinacji, aby punkt po punkcie realizować swoje plany. Ja do takich nie należę. Jednak mimo to, z głową w chmurach, zostanę przy moim zeszycie, ale tylko po to, aby co jakiś czas wpisać do niego niezobowiązujące pomysły i inspiracje, o których nie mogę zapomnieć. Chcę znów działać na blogu, a nie tylko się zastanawiać i to zapisywać. Przecież kiedyś szło mi to dobrze, mało przemyślane wpisy, napisane ”na kolanie” sprawiały mi taką samą radość jak te tematyczne 🙂

Morał z tego taki, że nie ma co się trzymać ścisłego planu, trzeba zbierać pomysły i inspiracje, a kiedy jest chwila wolnego czasu po prostu działać! 🙂

Ciekawa jestem jak często dodajecie wpisy na blogu? Trzymacie się swoich planów czy piszecie spontanicznie?

bluzka boho i jeansy

Zeszły weekend spędziliśmy w Łodzi, co mogliście zobaczyć na moim instagramie. W niedzielę, udało nam się zrobić kilka zdjęć mojego stroju, w otoczeniu budynków z cegły i drzew, jak nietrudno się domyślić, w pobliżu łódzkiej Manufaktury. W przeciwieństwie do tego weekendu, poprzedni był dość pogodny i ciepły!

Dlatego też miałam na sobie bluzkę z krótkim rękawem, jeansy, a do nich baleriny. Taki ciepły wrzesień to ja lubię! Nie mogłby być tak cały miesiąc? 🙂


Bluzka w stylu boho to jedna z nowszych rzeczy w mojej szafie. Podobają mi się jej nieco falbaniaste wykończenia i wiązanie. Idealnie pasuje do jeansów!

bluzka-Romwe | spodnie-Shein | kapelusz,buty-H&M

wymarzone zaręczyny

I czas na kolejny rocznicowy (właściwie miesięcznicowy) wpis. Tym razem dotyczy moich zaręczyn! Jak wiecie, początkowo to nieco ukrywaliśmy, później niepewnie ogłosiliśmy szerszej publiczności, a dopiero teraz chciałabym o tym napisać odrobinę więcej na blogu. Kiedyś zapewne zrobiłabym to od razu, bo traktowałam posty na blogu jak strony w pamiętniku, każdy musiał być pod konkretną datą, ale z czasem od tego odeszłam i może wyszło mi to na dobre, bo zaręczyny świętowaliśmy we dwoje w najpiękniejszym miejscu jakie mogłam sobie wyobrazić, więc nie pozostawało mi nic innego jak żyć i cieszyć się tamtą chwilą, w świecie realnym, a nie internetowym. Minęło już trochę czasu, wszystkie emocje opadły, dawno wróciliśmy do codzienności, dlatego chciałam sobie umilić dzisiejszy wieczór i powrócić wspomieniami do momentu zaręczyn 🙂

W połowie naszego pobytu we Włoszech, dokładniej 14.06 Dawid zabrał mnie na kolację do restauracji, którą dzień wcześniej widzieliśmy podczas spaceru po Ravello. Wiedziałam, że to jedna z najlepszych restauracji w tamtym regionie i od razu nabrałam podejrzeń, że to wyjście być może zwiastuje jakąś szczególną okazję. Gdy weszliśmy na teren restauracji od razu się zakochałam, to miejsce było niesamowite. Restauracja znajdowała się na tarasie widokowym, na który wchodziło się po schodach, gdzie na co drugim z nich stały donice z hortensjami i lampiony ze świecami. Jak się okazało, taras widokowy to ogród, w którym znajdują się stoliki z krzesłami ustawionymi na wprost widoku. Byliśmy tam w momencie, gdy słońce już zachodziło. Niebo było różowo-pomarańczowe, pastelowe, a morze uśpione. Słychać było muzykę graną na żywo z hotelu. Było cudownie.


Dawid nie musiał już nic szczególnego wymyślać, bo samo to miejsce było magiczne. Zjedliśmy pięknie podane, pyszne jedzenie i deser, z gratisem w postaci panny cotty od szefa kuchnii. Kiedy pomyślałam, że będziemy wstawać do wyjścia, nagle przed moimi oczami pojawiło się malutkie pudełko, w takim samym kolorze jak sos truskawkowy na moim talerzu! I stało się, mój facet spytał mnie czy za niego wyjdę. W tamtej chwili poczułam się szczęśliwa, wzruszona, zawstydzona, rozbawiona i zestresowana. Wszystko na raz, nie umiem nawet tego opisać. Nawet nie pamiętam jakie słowa z siebie wydobyłam, ale odpowiedź brzmiała ”TAK”!


I tak od tamtego momentu na moim palcu jest pierścionek. Nie dość, że od faceta, którego kocham to jeszcze z miejsca, które teraz jest dla mnie najcudowniejsze na świecie. Bez wątpienia odwiedzimy Ravello jeszcze nie jeden raz. To romantyczne, piękne i sentymentalne dla nas miejsce. Swoją drogą zawsze zastanawiałam się jakby mogły wyglądać moje zaręczyny, marzyłam o delikatnym pierścionku, oświadczynach za granicą, w jakimś pięknym i romantycznym miejscu. Mogę powiedzieć, że było niemal tak jak w moich marzeniach. Cieszę się, że spotkało mnie takie szczęście! Choć raz poczułam się jak w bajce.. a wszystko dzięki niemu <3


Jak wyglądałyby Wasze wymarzone zaręczyny?
A może któraś z Was już jest po takich? Opowiadajcie! 🙂

dwa lata sklepu Inspired

Dziewiątego września sklep Inspired obchodził swoje drugie urodziny! To już dwa lata jak podjęłam decyzję o własnym biznesie i póki co nie zamierzam z tego zrezygnować! Uwielbiam tę robotę, choć bywają upadki to jednak tych wzlotów jest więcej i to one napędzają mnie i sklep. W ubiegłym roku, w rocznicę powstania sklepu opublikowałam post z video, o tym jak wygląda praca przy takim sklepie (wtedy jeszcze samym sklepie online). Dziś będzie tylko informacyjnie, gdyż naprawdę nie miałam czasu na przygotowanie czegoś ciekawego. A wszystko przez przeprowadzkę sklepu stacjonarnego z jednego miejsca do innego. Teraz nieco o tym napiszę 🙂


Jak wiecie ponad rok po założeniu sklepu, przestałam mieścić się z ciuchami w moim pokoju i postanowiłam otworzyć sklep stacjonarny. Z racji małego wyboru w lokalach wybrałam taki, który tylko częściowo spełniał moje oczekiwania, które jak się później okazało nie przełożyły się na poprawę warunków pracy. Lokal, w którym jasna i przestronna część sprzedażowa, blisko ruchliwej ulicy, okazał się nietrafiony. Można powiedzieć, że cena najmu nie była adekwatna do warunków. Oprócz w miare ładnej części dla Klientów zależało mi na dużym i jasnym zapleczu, gdzie będę mogła przygotowywać zamówienia ze sklepu online, a także robić zdjęcia. W poprzednim lokalu tego nie było. Jedynie sztuczne światło i ściany bez okien. Do tego piec, w którym same musiałyśmy palić i z którego ciepło niestety w lokalu niezbyt się trzymało. Po niespełna roku czasu usłyszałam o podwyżce czynszu.

Stwierdziłam, że nie będę negocjować, bo i tak wcześniejsza cena nie była dla mnie odpowiednia. Musiałam złożyć wypowiedzenie. W tym samym czasie szukając na już nowego miejsca, żeby nie krążyć z setkami toreb ciuchów i meblami sklepowymi z kąta w kąt. Udało się. Znalazłam lokal niemal od razu. Mniejszy, mniej przestronny, trochę dalej od ruchliwej ulicy i niespełna 300 metrów od poprzedniego lokalu, za to z dużym i jasnym zapleczem (mam trzy okna!). W dodatku za mniejsze pieniądze. I tak w ubiegłym tygodniu udało nam się w kilka osób, razem z pomocą mojej Kasi, mojego narzeczonego i jego brata, moich rodziców i sąsiada przenieść cały sklep w jakieś trzy dni! Za co bardzo im dziękuję! Kolejne dni to segregowanie ubrań i to też już skończone.

Po niemal roku sprzedaży stacjonarnej stwierdziłam, że sklep online jednak jest dla mnie priorytetem, a sprzedaż w mieście jest przy okazji i dlatego wybrałam lokal, w którym to właśnie zaplecze spełnia moje wymagania. W końcu mogę zacząć naprawiać i przerabiać ubrania na miejscu, robić więcej zdjęć bez gapiów z ulicy, na spokojnie wystawiać ubrania do sklepu online w godzinach otwarcia sklepu, a nie wieczorami w domu. Zaczynam normalnie funkcjonować. A moje zaplecze to moje biuro, to na którym najbardziej mi zależało. Mam nadzieję, że teraz wreszcie uda mi się rozbudować sklep internetowy w taki sposób, w jaki od początku planowałam!

Na koniec chciałam podać Wam kod rabatowy -20% na zakupy w sklepie Inspired, hasło to ”bday” , będzie ważne do 15.09! Jeśli ktoś go użyje dodatkowo dostanie mały urodzinowy upominek do zamówienia! Wiem, że niektóre z Was to stałe Klientki sklepu i tutaj również i Wam chcę podziękować za zakupy! Dla Was wybieramy ubrania! 🙂

Cieszę się, że moja praca to moja pasja i nawet jeśli będę mieć chwile zwątpienia to nie zamierzam się poddawać!