kwietniowa stylizacja

Kwiecień zaskakuje nas niesamowitą pogodą. Choć poranki bywają chłodne, to w południe temperatura przypomina tą letnią, a nie wiosenną. Ahh wreszcie czuję, że żyję! Jest cudownie! Korzystam z tego i robię dużo zdjęć stylizacji i nie tylko, aby w końcu móc i tutaj wprowadzić wiosnę 🙂

Właśnie dziś chciałam pokazać tu zdjęcia jednego z moich kwietniowych strojów. Połączenie, które jest wpisane w mój styl od dawna i które wybieram na co dzień, do pracy, na zakupy, na spacer.



 

W kwietniu dość często nosiłam trencze, a zwłaszcza ten jasny, który towarzyszy mi od zeszłego roku. Wstyd się przyznać, ale kupiłam go w dziecięcym sklepie! No cóż, kiedy wybierałyśmy z mamą rzeczy dla mojej młodszej siostry, ten przeceniony na 50zł płaszczyk z rozmiarem 164cm na metce tak mi się spodobał, że nie mogłam bez niego wyjść!

 

 

 

 

 

W dniu w którym robione były zdjęcia pogoda była piękna, było słonecznie, ciepło, ale i nieco wietrznie. Choć raz trzeba było ściągać płaszcz, a raz zakładać, to i tak było niemal idealnie! Takie lato w kwietniu! 🙂


Pod płaszczem miałam białą bluzkę z koronkową wstawką. Ją też znalazłam na promocji, ale w Pepco!


bluzka-Pepco | spodnie-Hollister (secondhand) | torebka-secondhand | buty-H&M | chustka-Inspired

Miałam naprawdę dużo zdjęć z tamtego dnia, które mi się podobały, ciężko było mi wybrać, więc pomyślałam, że zrobię wpis w nieco innej oprawie niż zwykle. Jak Wam się podoba? 🙂

czy instagram wygryzł blogi? moje obserwacje

Witajcie!
Na początku marca postanowiłam sobie, że znów zacznę regularnie pisać i nadrobię zaległości w blogowaniu, ale na trochę od tego odbiegłam. Powodów jest kilka, a o części z nich po krótce dziś napiszę. Zacznę od tytułu wpisu, no właśnie, czy instagram wygryzł blogi? Jak myślicie? Według mnie w pewnym stopniu tak się stało.

Ostatnio zastanawiałam się nad tym czy blogowanie ma jeszcze jakiś sens. Z moich obserwacji wynika, że teraz, gdy nadeszła era smartfonów częściej zaglądamy na instagram, niż na blogi. Nic dziwnego, telefon mamy zawsze pod ręką, aplikacja jest do tych urządzeń przystosowana, zdjęcia i posty są przejrzyste, na szybko można sprawdzić co nowego słychać u osób, które obserwujemy, tak samo szybko to my możemy coś opublikować. Stylizację dnia, poranną kawę czy ulubiony kosmetyk, dwa zdania pod zdjęciem i gotowe. A blogi? Na nie trzeba poświęcić więcej czasu, którego często nie mamy. Zarówno na tworzenie zdjęć, tekstu jak i na samo ich przeglądanie i śledzenie. Żyjemy coraz szybciej, a więc czy warto pisać bloga, kiedy wszystkim się spieszy? Jeśli tak, to jak ma wyglądać blog, aby zarówno twórca, jak i odbiorca byli zadowoleni? Zaczęły nasuwać mi kolejne się pytania.. Jak często zaglądacie na mojego bloga? Na inne blogi? Czy w ogóle jeszcze je czytacie? Czy wolicie zajrzeć na instagram i przesunięciem jednego palca zobaczyć nowe posty z różnych profili?

instagram @ankyls

Podejrzewam, że mój stary system pisania postów nie do końca był taki zły. Jak tak dłużej pomyślę to teraz, w tym czasie mógłby sprawdzić się bardziej niż kiedykolwiek. Kilka zdjęć, krótki opis, czasem coś obszerniejszego. Ale znów nasuwa się pytanie, czy warto to robić i poświęcać swój wolny czas skoro sporo osób z blogów przerzuciło się na topowe social media? Jak zorganizować bloga, aby z łatwością się go czytało nie tylko w domu przed laptopem, ale również na telefonie? Im więcej o tym myślę tym trudniej znaleźć mi rozwiązanie.

Jednak nadal będę prowadzić bloga, bo pomimo braku dużej ilości wolnego czasu lubię blogować, pisać teksty, a przede wszystkim tworzyć pod nie zdjęcia, albo na odwrót. Muszę po prostu znów zmodyfikować szablon i treści, odrobinę dostosować do obecnych trendów, ale żeby wciąż było po mojemu.


Bardzo mi pomożecie, jeśli odpowiecie na któreś z powyższych pytań. To na pewno mi ułatwi pracę nad blogiem!
Do zobaczenia wkrótce!

Wielkanoc

Witajcie!
I już mamy kolejne święta! Wielkanoc nadeszła tak szybko! Znów mamy okazję, aby spędzić czas z najbliższymi, przy wspólnym śniadaniu, obiedzie czy deserze. Choć u mnie przygotowania do Świąt Wielkanocnych są luźniejsze to jednak kilka rzeczy należało zrobić, aby dziś móc świętować przy stole. Jedynie ubolewam nad tym, że pogoda kolejny raz nie dopisuje, brakuje promieni słońca i śpiewu ptaków, ale dobrze, że chociaż śniegu już nie ma!

Tegoroczną Wielkanoc spędzam głównie poza domem, u rodziny, u narzeczonego. Także, jak zwykle jestem w rozjazdach. Ale takie uroki wszelkiego rodzaju świąt. Tam obiad, tu kawa i tak od miejsca do miejsca. Ciekawa jestem jak Wy spędzacie te święta? W domu? U rodziny? A może gdzieś w podróży? 🙂

W każdym razie, pomimo nieprzyjemnej aury za oknem, życzę Wszystkim wesołych Świąt Wielkanocnych! Smacznego jajka i mokrego dyngusa! 🙂

stylizacja / czerń i biel

Wpadam tutaj z prawdopodobnie już ostatnią stylizacją w zimowej scenerii! Choć biała zima bywa urokliwa, to mam nadzieję, że definitywnie już odejdzie, a po śniegu nie będzie żadnego śladu. Zostanie jednie na zdjęciach!

Tamtego dnia miałam na sobie wełniany płaszcz i szalik, biały sweter z wiązaniami na rękawach i tregginsy w ciemnoszarym odcieniu. To zestawienie kolorów zdecydowanie górowało u mnie podczas tegorocznej zimy!


Kiedyś nie byłam zwolenniczką czarnych ubrań, dodatki owszem, ale ciuchów w tym kolorze miałam naprawdę niewiele. Od pewnego czasu w mojej szafie gości ten czarny płaszcz, który widzicie na zdjęciach i od tamtego momentu zmieniłam podejście do koloru czarnego. Ale zima się kończy, więc i z czarnym kolorem również chciałam się na trochę pożegnać 🙂

płaszcz, szalik-Secondhand | sweter-Romwe | tregginsy-H&M 

A u Was zima już się skończyła? 🙂

strój na mroźny dzień / sztuczne futro

Witajcie!
Zdecydowanie zima w tym roku daje nam popalić. Temperatura potrafi z dnia na dzień spaść kilkanaście kresek poniżej zera, a silny mróz aż szczypie w policzki. Jak wiecie wolę bardziej łagodną wersję zimy, chociażby ze względu na to, że można ubrać się w mniejszą ilość rzeczy bez obawy, że się mocno zmarznie. Ale kiedy mrozy nie odpuszczały, a ja miałam już dość wkładania na siebie kilkunastu ubrań w końcu przekonałam się do… futer. Mam tu na myśli oczywiście futrzane kurtki i płaszcze wyłącznie ze sztucznego, ale gęstego, mocniej zbitego futerka. I właśnie w tym wpisie pokażę mój strój z takim futrzanym płaszczem w roli głównej 🙂

Przekonałam się do takich futerek za sprawą wizyty w secondhandzie, w którym trafiłam na to, które widzicie na zdjęciach. Dłuższe, beżowe o fasonie jaki lubię. Zastanawiałam się nad jego kupnem, bo nigdy wcześniej takiego nie miałam i nie bardzo wiedziałam czy będę wiedziała jak je nosić. Jednak myśl o zimowych mrozach, które wtedy zapowiadano szybko wpłynęła na moją decyzję. I tak o to mam swoje futerko na mroźne dni, które pomimo tego, że jest sztuczne jest bardzo ciepłe!

futro, szalik, spodnie-Secondhand | buty-Ugg | torebka-Shein

Przyznam, że czuję się w tym futerku jak niedźwiedź, ale to był dobry zakup, bo naprawdę mnie grzeje! Myślę, że jedno takie futro warto mieć w swojej garderobie, jeśli się jest takim zmarzluchem jak ja, a chce się czasem wychodzić na zimowe, leśne spacery 🙂

A Wy lubicie futerka? Macie jakieś w swoich szafach?

początek marca

Witajcie w marcu!
Już myślałam, że pożegnałam się z moim przeziębieniem na dobre, a tu nie minęło kilkanaście dni, zaczął się nowy miesiąc i znów mnie rozłożyło. Na szczęście tym razem łagodniej, więc chociaż w miarę normalnie funkcjonuję. Wraz z nowym miesiącem przyszło mi sporo nowych obowiązków, także nie ma czasu na chorowanie pod kołdrą, w ciepłym łóżeczku! No dobra, odbijam to sobie przedłużając poranki i wieczory. Zamiast siedzieć przy biurku zostaję z poduszką i kocem w łóżku!


Na marzec zaplanowałam kilka nowości zarówno na blogu jak i w moim sklepie. Jestem w trakcie planowania i ich realizowania. W sklepie już z częścią moich pomysłów wystartowałam, teraz pozostaje mi jeszcze odrobina pracy nad nimi, a jak skończę to od razu biorę się za bloga! Delikatne zmiany w wyglądzie wpisów są już prawie pewne, teraz pozostaje tylko kwestia jakie blogowe szablony są dla Was najwygodniejsze przy przeglądaniu i czytaniu postów? 🙂


A co u Was słychać Kochani? Wszyscy zdrowi? 🙂
Udanego miesiąca!

ootd / beżowy płaszcz

Czas na wpis ze stylizacją! W lutym w końcu udało mi się zrobić trochę zdjęć moich zimowych stylizacji, bo również w tym miesiącu było więcej słonecznych dni, dzięki czemu przyjemniej było wyjść na zewnątrz i przy okazji wziąć ze sobą aparat 🙂

W tym wpisie pokażę jedną z moich stylizacji na co dzień, w moim beżowym płaszczu numer jeden! Mimo iż nie jest aż tak ciepły jak inne moje płaszcze to uwielbiam go nosić ze względu na klasyczny fason i kolor. Ale zapewne nie raz już o tym pisałam. Z racji tego, że jest cieńszy, wybrałam do niego wełniany sweterek i szalik. Postawiłam na czarne dodatki, czyli torebkę i buty, w dodatku bez obcasów. Dawno w takich nie chodziłam!




płaszcz-Shein | szalik, torebka, sweterek, spodnie-Secondhand | buty-H&M

Lubicie nosić płaszcze zimą? Czy wolicie kurtki? 🙂

Na co zwracam uwagę kupując w lumpeksach

Czytając mojego bloga nie sposób nie zauważyć, że uwielbiam lumpeksy (ba, nawet mam swój własny!). To tak oczywiste i wpisane w tematykę tego bloga, że nie muszę chyba o tym nikomu z Was przypominać. Dlatego w dzisiejszym wpisie chciałam poruszyć kolejny lumpeksowy temat! Dość istotny zresztą.

Odkąd zaczęła się moja przygoda z lumpeksami, wciąż uczę się o nich czegoś nowego. Brzmi to zabawnie, ale taka jest prawda. Kiedyś kupując dla siebie rzeczy, brałam ich dziesiątki: bo fajne, bo się przyda, bo ma niespotykany kolor. Nie kierując się żadnym określonym schematem. Wszystko co mi się podobało lądowało w koszyku. Później, kiedy mój styl się nieco unormował, zaczęłam wybierać tylko te ubrania, które spełniały dane kryteria. Postanowiłam zebrać je tutaj i napisać Wam na co zwracam uwagę kupując w lumpeksach!

Zacznę od tego, że kiedy przeglądam w lumpeksach wieszaki z ubraniami i trafiam na rzecz, która mi się podoba, zadaję sobie pytanie, czy jest mi potrzebna i wpisuje się w mój styl. Wiadomo, że to jedyna taka rzecz w całym sklepie i drugi raz mogę jej nie spotkać, ale zastanawiam się czy na pewno ją kiedykolwiek założę. Kupuję to, co będę nosić na co dzień, co może przydać mi się na wczasy, albo to co chciałabym spróbować nosić, stwierdzić czy dobrze się w tym czuję i czy do mnie pasuje (ostatnio miałam tak z futrzanym płaszczem). Nie ma co tworzyć list ”must have” przed wejściem do takiego sklepu, bo nigdy nie wiemy na co trafimy, lecz warto odpowiedzieć sobie na pytanie czy potrzebujemy tego konkretnego ciucha, czy fason lub kolor do nas i naszego stylu pasują.

Muszą być to też rzeczy pasujące do mojej sylwetki, bo z rozmiarami w lumpeksach bywa różnie. Czasem zdarza się, że za duża rzecz (rozmiar XL) dobrze się na mnie prezentowała, a ta w odpowiedniej dla mnie rozmiarówce (XS/S) źle się układała w ramionach i była za ciasna w biuście. Dlatego zawsze wybieram to co będzie na mnie pasować. Niektóre rozmiary są zaniżone, a niektóre zawyżone. Trzeba o tym pamiętać.

Najważniejsze jest też dla mnie to, aby ubranie było w bardzo dobrym lub idealnym stanie, bez  widocznych plam, przebarwień dużych zmechaceń czy rozdarć na materiale, dopuszczam jedynie drobne defekty, typu brak guzika czy małe zmechacenie, bo to jest możliwe do naprawienia. Tym bardziej, jeśli pośród setek babcinych bluzeczek z pufkami udawało mi się znaleźć jedną piękną koszulę w kwiaty, której akurat brakowało guzika. Nie rezygnuję z niej z takiego powodu. Nawet mnie to cieszy, że mogę dać jakieś rzeczy drugą szansę, naprawiając ją.

Jest jeszcze jedna sprawa, na którą zaczęłam zwracać uwagę, stosunkowo niedawno, bo w momencie, gdy otworzyłam swój secondhand. Gdy zaczęłam go rozwijać, a zainteresowanie rosło, Klientki naprowadziły mnie na coś, na co wcześniej rzadko patrzyłam. Mianowicie na metki ze składem materiału. Teraz coraz częściej to robię, czasem nie kontroluję tego odruchu, gdy przeglądam ubrania z moich dostaw, czy też szperając w jakimś lumpeksie, chwytam za rzecz, a potem patrzę na jej skład materiałowy.

Ale nie popadam w obsesję, gównie patrzę na swetry, płaszcze i szale, czasem na bluzki. Wełniany płaszcz, kaszmirowy sweter, bluzka z jedwabiu. Ahh, jestem taka zadowolona, kiedy trafię na takie rzeczy! Tym bardziej, że dobrze wiem ile płaci się za nie w zwykłych sklepach. Dobre materiały, są w cenie i zawsze, gdy znajdę w lumpeksie na rzecz w moim rozmiarze, w moim guście i jeszcze do tego z dobrym składem to mam uśmiech od ucha do ucha, że nie muszę na nią wydać majątku!


Podobnymi kryteriami kieruję się działając w moim sklepie. Przeprowadzam selekcję, niektóre ubrania niestety od razu odpadają, inne z marszu lądują na wieszaku, bo są w stanie idealnym, a niektórym staram się dać drugie życie, poświęcając im nieco więcej czasu, zmieniając zdarte guziki, goląc zmechacenia lub piorąc je, aby odzyskały swój blask. To też daje mi swego rodzaju satysfakcję, bo wiem, że w innym lumpeksie tego się nie praktykuje. Ale o tym napiszę osobny post!

Koniecznie napiszcie mi na co Wy zwracacie największą uwagę kupując w lumpeksach! Czy jest coś jeszcze? Czy może macie podobnie jak ja? 🙂

Valentine’s Vibes

Walentynki to dzień, który każdego roku obchodzę nieco inaczej, czasem w jakiś szczególny sposób, a czasem zwyczajnie, ale zawsze spędzam go z tą bliską mi osobą. Jednak jestem zdania, że miłość powinno okazywać się cały rok, nie tylko tego jednego dnia. Ale każda okazja jest dobra do spędzenia ze sobą czasu, nawet jeśli to oglądanie filmu przy lampce ulubionego wina. Tak spędzone walentynki również mi odpowiadają!

Skoro zagościł ten temat, to chciałam pokazać sweter idealny na ten dzień, jeśli spędza się go w podobny sposób jak ja. Dłuższy, cieplejszy, ale z odkrytymi ramionami, ozdobiony delikatną falbanką. I do tego ta barwa. Ahh ta soczysta czerwień! Sweter po prostu idealny na walentynki 🙂

Sweter pochodzi ze sklepu Romwe.

A Wy jak zazwyczaj spędzacie walentynki? Wyglądają jak każdy inny dzień, a może jest bardziej romantycznie niż zwykle? 🙂

trochę mnie tu mniej, zamiast więcej

Witajcie,
Tak jak wcześniej wspomniałam luty zaczęłam od przeziębienia, które niestety nie chce mi minąć. Ale co poradzić, taki mamy teraz kiepski czas, że dookoła nas wszędzie unoszą się wirusy i łatwo je złapać. Nadal czuję się nieco osłabiona i przede wszystkim nieswoja. Doszłam do wniosku, że muszę to wyleżeć i nawet wybrałam się do lekarza po antybiotyk, pierwszy raz od kilku lat.

Muszę przyznać, że chorowanie i równoczesne leżenie w łóżku mi nie wychodzi, nie mogę usiedzieć w jednym miejscu! Ciągle bym coś robiła, pracowała zdalnie, pstrykała zdjęcia, wzięło mnie też na sprzątanie, wszystko na raz, akurat wtedy, gdy powinnam się kurować. Postanowiłam, że przystopuję, bo ileż to można kasłać i smarkać. Przeprosiłam się z lekami, kocami, częściowo odstawiłam obowiązki i próbuję wrócić do pełni sił. Dlatego trochę mnie tu mniej, zamiast więcej. Bez obaw, mój plan na luty wobec bloga jest w realizacji 🙂

bluzka, którą mam na sobie pochodzi z secondhandu

Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku, że nie chorujecie, a jeśli, to też życzę zdrówka!